Joanna Racewicz tłumaczy ślub z samą sobą. Wie, że nie wszyscy zrozumieją jej decyzję

Joanna Racewicz wywołała ogromne poruszenie, gdy poinformowała, że wzięła ślub z samą sobą. Dziennikarka musiała liczyć się z tym, że taka decyzja spotka się z krytyką, żartami i niezrozumieniem. Teraz spokojnie wyjaśnia, co naprawdę oznaczała dla niej ta ceremonia.

Racewicz przez ostatnie lata wiele razy próbowała poukładać życie na nowo. Po dramatycznych doświadczeniach i osobistych stratach szukała sposobu, by odzyskać poczucie bezpieczeństwa, spokoju i kontroli nad własną codziennością.

Jej świat zawalił się 10 kwietnia 2010 roku. Od tamtej pory dziennikarka wielokrotnie mówiła o tym, jak trudne było życie po śmierci męża i jak wiele wysiłku kosztowało ją wracanie do siebie.

Po latach przyznała, że w tamtym czasie próbowała różnych sposobów, by odzyskać wpływ na swoje życie. Nie wszystkie okazały się dobre. W rozmowie z Moniką Richardson wspominała moment, w którym zbyt mocno zaczęła szukać tej kontroli także przez wygląd.

„Był taki moment, który teraz widzę, że to mi się wymknęło kompletnie spod kontroli. Tak bardzo chciałam odzyskać kontrolę nad swoim życiem…” — mówiła.

Niełatwe okazały się również próby ułożenia życia uczuciowego. Racewicz randkowała i próbowała otworzyć się na nowe relacje, ale żadna z tych znajomości nie przerodziła się w trwały związek.

Z czasem doszła do wniosku, że jedyną osobą, która na pewno zostanie z nią do końca życia, jest ona sama. Właśnie tę myśl postanowiła symbolicznie podkreślić podczas specjalnej ceremonii.

Ślub z samą sobą nie jest w polskim show-biznesie zupełnie nowym zjawiskiem. Wcześniej podobny krok wykonała Ania Rusowicz. Mimo to takie decyzje nadal budzą ogromne emocje, bo dla wielu osób słowo „ślub” jest nierozerwalnie związane z relacją dwojga ludzi.

Gdy Joanna Racewicz ogłosiła na Instagramie, że jest już po ceremonii, w sieci natychmiast pojawiły się komentarze. Nie brakowało kpin, złośliwości i głosów pełnych niedowierzania.

Dziennikarka nie odpowiedziała agresją. Zamiast tego postanowiła spokojnie wyjaśnić, co naprawdę chciała wyrazić tym gestem. Po tygodniu od samoślubu pojawiła się w „Dzień Dobry Wakacje”, by opowiedzieć o swojej decyzji.

Racewicz przyznała, że rozumie, dlaczego część osób ma problem z takim symbolem. Wie, że biała suknia, obrączka i słowo „ślub” dla wielu ludzi mają bardzo konkretne znaczenie.

„Rozumiem, że biała suknia i słowo „ślub” jest dla wielu osób zarezerwowane dla ceremonii, dla związku kobiety i mężczyzny. Absolutnie to szanuję i nie chciałam tego naruszać. Też byłam żoną i wiem, co znaczy obrączka, przysięga. Nie chciałam rzucać nikomu żadnego wyzwania. To jest obietnica złożona samej sobie. Nie wszyscy muszą to rozumieć. To był dla mnie symbol. Ludzie od pokoleń używają symboli, żeby pokazać coś, co jest ważniejsze i większe niż słowo” — tłumaczyła.

Dziennikarka podkreśliła więc, że nie chciała nikogo prowokować ani odbierać znaczenia tradycyjnemu małżeństwu. Jej ceremonia była prywatnym symbolem, a nie atakiem na cudze wartości.

Dla Racewicz najważniejsza była obietnica złożona samej sobie. Po latach strat, prób, rozczarowań i poszukiwania nowego porządku chciała zaznaczyć, że potrafi wybrać siebie i nie musi czekać, aż ktoś inny nada jej życiu sens.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy dali się przekonać. Dziennikarka doskonale wie, że jej decyzja nadal pozostanie dla wielu osób niezrozumiała. Jak sama dała do zrozumienia, jest w stanie się z tym pogodzić.

Jej spokój pokazuje, że nie chodziło o medialny skandal, lecz o gest, który miał znaczenie przede wszystkim dla niej. Nawet jeśli publiczność widzi w tym coś dziwnego, Racewicz traktuje samoślub jako osobisty symbol przetrwania, lojalności wobec siebie i nowego etapu.

Po latach życia naznaczonego stratą dziennikarka mówi więc o sobie językiem symboli. Dla jednych to niezrozumiałe, dla innych odważne, ale dla niej najważniejsze jest jedno: ta obietnica była jej własna i nie musiała nikomu pasować.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com