Beata Pawlikowska po raz kolejny znalazła się w centrum ostrej dyskusji. Podróżniczka i pisarka wystąpiła w podcaście Żurnalisty, gdzie opowiedziała o swoim podejściu do leków i leczenia. Jej słowa błyskawicznie rozeszły się po sieci, szczególnie w środowisku medycznym. Lekarze zareagowali bardzo stanowczo, zarzucając jej brak kompetencji i szerzenie szkodliwych przekonań.
Beata Pawlikowska od lat wzbudza emocje swoimi wypowiedziami.
Podróżniczka, pisarka i osobowość medialna ma grono wiernych odbiorców, ale niejednokrotnie spotykała się też z ostrą krytyką.
Tym razem znów zrobiło się o niej głośno po rozmowie w podcaście Żurnalisty.

Wywiad trwał ponad dwie godziny, a poruszono w nim wiele tematów.
Jednym z nich było podejście Pawlikowskiej do leczenia oraz przyjmowania leków.
To właśnie ten fragment najmocniej poruszył internautów i lekarzy.
W pewnym momencie prowadzący zapytał ją, czy istnieją choroby, przy których zdecydowałaby się skorzystać z leków.
Jako przykład podał ciężkie schorzenia, wspominając między innymi o Alzheimerze.
Zastanawiał się, czy w takim przypadku sięgnęłaby po farmakologię, czy nadal wybierałaby wyłącznie to, co naturalne.
Odpowiedź Pawlikowskiej była bardzo kategoryczna.
Podróżniczka stwierdziła, że „nie ma ani jednej takiej” choroby.
Następnie zaczęła tłumaczyć, dlaczego od ponad dwóch dekad nie bierze żadnych leków.
„Ja osobiście nie biorę żadnych leków od ponad 20 lat, ale powiem dlaczego. Dlatego, że sprawdziłam (…). I wyobraź sobie – nie istnieje ani jedno badanie naukowe, ani jeden artykuł naukowy na świecie, który byłby w stanie wyjaśnić i przewidzieć, jak dany lek zachowa się w twoim organizmie. Nikt tego nie wie” — powiedziała Beata Pawlikowska.
Te słowa natychmiast wywołały poruszenie.
Wypowiedź podróżniczki zaczęła krążyć w sieci, a do sprawy szybko odnieśli się specjaliści.
Lekarze nie kryli oburzenia, bo ich zdaniem takie komunikaty mogą być bardzo niebezpieczne dla odbiorców.
Szczególnie wtedy, gdy wypowiada je osoba publiczna, która ma duży zasięg i wpływ na część swoich fanów.
Do słów Pawlikowskiej odniósł się między innymi doktor Paweł Kabata.
Lekarz jasno wyjaśnił, że twierdzenie o braku badań nad lekami nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Podkreślił, że istnieje ogromna liczba badań i publikacji naukowych dotyczących działania leków na organizm człowieka.
Zaznaczył także, że każdy lek, zanim zostanie zarejestrowany i dopuszczony do obrotu, musi przejść wieloetapowy proces badań.
„Jest cała masa badań i artykułów naukowych mówiących o tym, jak dany lek działa na nasz organizm. Każdy lek zarejestrowany i dopuszczony do obrotu musi przejść kilka etapów badań naukowych” — powiedział dr Paweł Kabata.
Lekarz tłumaczył, że proces zaczyna się od badania wpływu cząsteczki chemicznej na konkretne mechanizmy działania komórek.
Następnie sprawdzane jest bezpieczeństwo substancji u ludzi.
Potem ustala się skuteczne i bezpieczne dawki.
Kolejnym krokiem są badania potwierdzające skuteczność leku w leczeniu danej choroby.
Dr Kabata przypomniał, że cały ten proces nazywa się badaniami klinicznymi.
To właśnie one mają pokazać, czy dana substancja działa, w jakich dawkach może być stosowana i jakie ryzyko wiąże się z jej użyciem.
Lekarz podkreślił, że ostatnie fazy badań przed dopuszczeniem leku do obrotu prowadzi się na bardzo dużych grupach pacjentów.
Nie chodzi o pojedyncze przypadki ani małe obserwacje.
Są to wielotysięczne grupy ludzi z różnych krajów i kontynentów.
Uwzględnia się też różne populacje, aby jak najlepiej ocenić skuteczność oraz bezpieczeństwo terapii.
„Badania ostatnich faz przed dopuszczeniem leku do obrotu są przeprowadzane na wielotysięcznych grupach pacjentów w różnych krajach, kontynentach, rasach, po to, żeby mieć jak najlepszą reprezentację ich skuteczności” — wyjaśnił dr Kabata.
Specjalista zaznaczył również, że fakt działania leku na konkretną chorobę nie oznacza, że substancja jest całkowicie obojętna dla reszty organizmu.
Leki mogą mieć działania niepożądane.
Właśnie dlatego są one opisywane, monitorowane i brane pod uwagę przy dobieraniu terapii.
To ważny element pracy lekarzy.
Nie chodzi o bezrefleksyjne przepisywanie preparatów, ale o ocenę korzyści, ryzyka i potrzeb pacjenta.
Wypowiedź Beaty Pawlikowskiej oburzyła także doktora Łukasza Durajskiego.
Lekarz zareagował na nią w mediach społecznościowych, a następnie skomentował sprawę jeszcze dosadniej.
Jego zdaniem tego typu wypowiedzi są szkodliwe, bo mogą podważać zaufanie do medycyny u osób, które nie mają wystarczającej wiedzy, by samodzielnie ocenić ich prawdziwość.
„Należy powiedzieć, że denializm jest szkodliwy” — powiedział dr Łukasz Durajski.
Lekarz zwrócił uwagę, że problemem są wypowiedzi osób, które nie mają podstawowej wiedzy z zakresu biologii człowieka, immunologii i fizjologii procesów zachodzących w organizmie.
Według niego publiczne wypowiadanie kategorycznych sądów na temat leczenia bez odpowiednich kompetencji jest szczególnie groźne.
„Wypowiedzi w stylu „nie znam się, ale się wypowiem”, to najgorsze, co pojawia się w przestrzeni publicznej” — podkreślił dr Durajski.
Nie poprzestał na tym.
W jego ocenie w całej sprawie widać brak kompetencji, brak zahamowań i chęć zabłyśnięcia.
Lekarz zarzucił też Pawlikowskiej brak elementarnej wiedzy z biologii i fizjologii.
„Brak kompetencji, zero zahamowań, chęć zabłyśnięcia, niestety w tym przypadku brak elementarnej wiedzy z biologii i fizjologii” — mówił specjalista.
Dr Durajski zwrócił uwagę również na jeszcze jeden aspekt.

Jego zdaniem wypowiedzi podważające znaczenie leków uderzają nie tylko w lekarzy, ale także w farmaceutów i całą farmację.
Przypomniał, że farmakologia jest potężną dziedziną, a studia farmaceutyczne trwają sześć lat.
„Dodatkowo dyskredytowanie chociażby farmacji, farmaceutów i ich ogromnych zasług na rzecz pacjentów. Farmakologia jest potężną dziedziną, której studia zajmują sześć lat” — dodał lekarz.
Reakcje medyków pokazują, że sprawa nie została potraktowana jak zwykła internetowa kontrowersja.
Dla lekarzy wypowiedzi o lekach mają realne konsekwencje.
Osoby publiczne mogą wpływać na decyzje swoich odbiorców, zwłaszcza tych, którzy już wcześniej mają obawy wobec leczenia farmakologicznego.
Jeśli znana osoba mówi, że od ponad 20 lat nie bierze leków i sugeruje, że nie istnieją badania wyjaśniające ich działanie, część słuchaczy może potraktować to jako argument przeciwko terapii.
Właśnie tego obawiają się lekarze.
Nie chodzi o samą prywatną decyzję Pawlikowskiej.
Każdy może mówić o własnych wyborach.
Problem pojawia się wtedy, gdy indywidualne przekonanie zostaje przedstawione w sposób, który może podważać dorobek nauki i zniechęcać innych do leczenia.
Zwłaszcza że mowa nie o drobnych dolegliwościach, ale także o ciężkich chorobach, w których odpowiednio dobrana terapia może spowalniać postęp schorzenia, łagodzić objawy lub ratować życie.
Słowa Pawlikowskiej padły w popularnym podcaście, więc szybko wyszły poza grono jej stałych fanów.
Zaczęli komentować je lekarze, osoby zajmujące się edukacją zdrowotną i internauci, którzy zwrócili uwagę na ryzyko szerzenia medycznych uproszczeń.
W przestrzeni publicznej od lat toczy się walka z dezinformacją dotyczącą zdrowia.
Wypowiedzi znanych osób mogą w tym kontekście działać jak iskra.
Wystarczy jedno kategoryczne zdanie, by wokół tematu rozpętała się burza.
Tutaj takim zdaniem było stwierdzenie, że nie istnieje ani jedno badanie naukowe pozwalające wyjaśnić i przewidzieć, jak dany lek zachowa się w organizmie.
Lekarze odpowiedzieli na to bardzo jasno: badania istnieją, a proces dopuszczania leków do obrotu jest złożony i wieloetapowy.
Oczywiście medycyna nie jest dziedziną absolutnej pewności.
Każdy organizm może reagować indywidualnie.
Dlatego lekarze monitorują pacjentów, dobierają dawki, analizują przeciwwskazania i biorą pod uwagę działania niepożądane.
Nie oznacza to jednak, że „nikt nic nie wie”.
Taka sugestia, zdaniem specjalistów, fałszuje obraz medycyny i może prowadzić do groźnych wniosków.
Dr Kabata dokładnie podkreślił, że działania niepożądane są opisywane i monitorowane.
To nie jest luka w systemie, lecz jeden z podstawowych elementów oceny leków.
Pacjent powinien wiedzieć, że każda terapia niesie możliwe korzyści i możliwe ryzyko.
Decyzję powinien podejmować z lekarzem, a nie na podstawie internetowego przekazu osoby bez przygotowania medycznego.
Właśnie dlatego reakcja dr Durajskiego była tak ostra.
Lekarz uznał, że tego typu wypowiedzi są przykładem szkodliwego denializmu.
Wskazał też na brak wiedzy z zakresu biologii człowieka, immunologii i fizjologii.
Jego słowa są mocne, ale pokazują skalę irytacji środowiska medycznego.
Beata Pawlikowska już wcześniej wzbudzała dyskusje tematami zdrowotnymi.
Tym razem jednak lekarze zareagowali natychmiast, bo wypowiedź dotyczyła fundamentów leczenia.
Leki są jednym z podstawowych narzędzi współczesnej medycyny.
Ich działanie jest badane, opisywane i kontrolowane.
Podważanie tego w tak kategoryczny sposób musiało wywołać sprzeciw.
Nie chodzi o to, by odbierać komukolwiek prawo do zadawania pytań.
Pacjenci powinni pytać lekarzy o skutki uboczne, dawki, alternatywy i zasadność leczenia.
Powinni rozumieć, co przyjmują i dlaczego.
Czym innym jest jednak świadoma rozmowa ze specjalistą, a czym innym publiczne sugerowanie, że nauka nie wie, jak leki działają.
Właśnie ta różnica stała się osią całej afery.
Pawlikowska mówiła z perspektywy własnych wyborów i przekonań.
Lekarze odpowiedzieli z perspektywy wiedzy medycznej, procedur badań klinicznych i odpowiedzialności za pacjentów.
W efekcie powstał konflikt, który szybko przerodził się w szeroką dyskusję o tym, kto i w jaki sposób powinien wypowiadać się publicznie o zdrowiu.
Osoby znane mają ogromne zasięgi.
Ich słowa mogą docierać do ludzi, którzy są chorzy, przestraszeni albo podatni na radykalne opinie.
Dlatego lekarze tak mocno reagują na komunikaty, które mogą prowadzić do rezygnacji z leczenia.
W przypadku poważnych chorób taka decyzja może mieć dramatyczne konsekwencje.
Stąd tak stanowcze słowa o „braku kompetencji” i „zerze zahamowań”.
Dla części internautów wypowiedź Pawlikowskiej może być tylko kolejną kontrowersją.
Dla lekarzy jest jednak przykładem problemu znacznie większego niż jedna rozmowa w podcaście.
Chodzi o odpowiedzialność za słowo w tematach medycznych.
Chodzi o rozróżnienie między osobistą opinią a informacją, która może wpływać na czyjeś decyzje zdrowotne.
Chodzi też o szacunek dla pracy ludzi, którzy przez lata uczą się medycyny, farmacji i badań nad lekami.
Dr Kabata przypomniał o wieloetapowych badaniach klinicznych.
Dr Durajski ostro skrytykował brak podstawowej wiedzy i dyskredytowanie farmacji.
Obaj lekarze sprowadzili dyskusję do jednego punktu: publiczne wypowiedzi o lekach muszą być oparte na wiedzy, a nie na luźnych przekonaniach.
Beata Pawlikowska swoim wystąpieniem znów rozpaliła internet.

Jedni będą bronić jej prawa do mówienia o własnych wyborach.
Inni będą wskazywać, że w sprawach zdrowia popularność nie zastępuje kompetencji.
Najgłośniej wybrzmiewa jednak stanowisko lekarzy, którzy nie mają wątpliwości, że takie słowa mogą być szkodliwe.
W czasach, gdy dezinformacja medyczna rozchodzi się błyskawicznie, każde podobne zdanie wypowiedziane przez znaną osobę staje się czymś więcej niż prywatną opinią.
Staje się komunikatem, który może wpłynąć na realne decyzje ludzi.
I właśnie dlatego lekarze zareagowali tak ostro.
