Katarzyna Bosacka rzadko pozwalała sobie na aż tak osobiste wyznania. Tym razem jednak postawiła na szczerość, która nie pozostawia miejsca na domysły. Po 26 latach małżeństwa i rozwodzie z Marcinem Bosackim wróciła do jednego z najtrudniejszych momentów swojego życia — i opowiedziała o nim bez filtra.
Dziennikarka przyznała, że przez pewien czas to ona była jedynym filarem finansowym rodziny. „Mój były mąż nie pracował przez dwa lata, ja utrzymywałam rodzinę” — powiedziała wprost, opisując sytuację, która dla wielu mogłaby być trudna do udźwignięcia.
Ale to nie był koniec.

Najmocniejsze uderzenie przyszło później. Bosacka nie ukrywa, że rozstanie było dla niej szokiem. „Dostajesz od życia w pysk z pięści, mocno” — przyznała, opisując moment, w którym wszystko się rozsypało. Wspominała o poczuciu zagubienia, strachu i chwili, gdy musiała na nowo poukładać rzeczywistość — nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla czwórki dzieci.

Nie ukrywa też, że bez wsparcia specjalistów mogło być inaczej. Pomoc psychiatryczna i leczenie okazały się dla niej kluczowe, by wrócić do równowagi i odzyskać kontrolę nad życiem.
W tej historii pojawia się jeszcze jeden wątek, który wybrzmiał szczególnie mocno — kochanka byłego męża. Bosacka wspomniała o niej w kontekście rozmowy z psycholożką Katarzyną Miller, która udzieliła jej zaskakującej rady: kupić jej kwiaty.

Brzmi niewiarygodnie? A jednak.
Z perspektywy czasu dziennikarka przyznaje, że dziś patrzy na to zupełnie inaczej. „Jestem jej wdzięczna. Jestem wdzięczna mojemu byłemu mężowi” — mówi, podkreślając, że bez tych wydarzeń nie poznałaby obecnego partnera i nie byłaby w miejscu, w którym jest dziś.

Bo dziś to już inna historia. Nowy związek, ślub w 2025 roku i życie, które — jak sama mówi — układa się dobrze. Wspólnie z mężem kupili działkę pod Warszawą, planują przyszłość i skupiają się na tym, co przed nimi.
Ale ta opowieść nie jest tylko o nowym początku. To historia o tym, co dzieje się, gdy wszystko nagle przestaje być pewne — i jak wygląda powrót z miejsca, w którym wydaje się, że nic już nie ma sensu.

Czy taka szczerość to siła i zamknięcie przeszłości, czy jednak odsłanianie zbyt wielu prywatnych szczegółów, które powinny zostać poza kamerami?
To moment, który trudno przejść obojętnie. Dajcie znać, co myślicie.
