Przez lata wielu fanów zastanawiało się, czy Anna Wyszkoni kiedykolwiek żałowała jednej z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Odejście z zespołu Łzy wywołało ogromne emocje i dla wielu osób było prawdziwym zaskoczeniem. Dziś wokalistka w końcu podsumowała tamten moment bez żadnych niedomówień.
To właśnie z Łzami zdobyła ogólnopolską popularność i stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek w kraju. Przeboje takie jak „Agnieszka” czy „Narcyz się nazywam” do dziś należą do klasyki polskiej muzyki.

Po czternastu latach współpracy Anna Wyszkoni zdecydowała się jednak na odważny krok. Postanowiła zamknąć ważny rozdział i rozpocząć karierę na własnych zasadach. Dla wielu fanów był to szok, ponieważ mało kto spodziewał się takiej decyzji w szczycie popularności.
Ryzyko było ogromne. Wokalistka zostawiła za sobą rozpoznawalny zespół i postawiła wszystko na działalność solową. W tamtym czasie nie brakowało głosów, że może to być zbyt odważny ruch.

Lata pokazały jednak, że artystka doskonale odnalazła się na własnej ścieżce. Zbudowała silną pozycję na rynku muzycznym, nagrała kolejne przeboje i zdobyła grono wiernych fanów, którzy do dziś tłumnie pojawiają się na jej koncertach.
Teraz, przy okazji jubileuszu 30-lecia pracy artystycznej, Wyszkoni wróciła wspomnieniami do tamtego przełomowego momentu. Nie ukrywa, że były chwile trudne i wymagające, ale nigdy nie były na tyle ciężkie, by odebrać jej wiarę w obrany kierunek.
Wokalistka przyznała, że odejście z Łez było decyzją okupioną emocjami i żalem. Mimo to z perspektywy czasu uważa ją za najlepszy krok, jaki mogła wtedy wykonać.

Dziś nie ma już wątpliwości, że ponownie podjęłaby dokładnie taką samą decyzję. Jak sama podkreśla, nie należy do osób, które bez końca analizują przeszłość i zastanawiają się nad tym, co mogło potoczyć się inaczej.
Zamiast tego skupia się na tym, co przed nią. Obecnie świętuje trzy dekady obecności na scenie, przygotowuje nowe projekty i zapowiada premierę kolejnego albumu, który ma ukazać się jesienią.

Wygląda więc na to, że zamiast wracać do dawnych rozdziałów, Anna Wyszkoni woli pisać następne.
