Maryla Rodowicz po raz kolejny udowodniła, że jej koncerty wciąż potrafią rozpalić publiczność do czerwoności. Podczas występu w Operze Leśnej w Sopocie widzowie bawili się przy największych hitach artystki, a w pewnym momencie emocje wymknęły się spod kontroli. Gdy gwiazda zaprosiła fanów na scenę, chętnych było tak wielu, że potrzebna była interwencja ochrony.
Maryla Rodowicz od dekad pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiej estrady. Jej kariera rozpoczęła się jeszcze w latach 60., a przełomowym momentem był sukces na VII Festiwalu w Opolu w 1969 roku, gdzie zaśpiewała utwór „Mówiły mu”.

Od tamtego czasu jej piosenki stały się częścią polskiej popkultury. „Małgośka”, „Remedium”, „Ale to już było”, „Kolorowe jarmarki” czy „Niech żyje bal” zna kilka pokoleń słuchaczy. Nic dziwnego, że na jej koncertach obok starszych fanów pojawiają się także młodsi widzowie, którzy te utwory znają z domów rodzinnych, telewizji albo internetu.
Obecnie Rodowicz występuje w ramach letniej trasy „Niech żyje bal”. Jednym z jej najnowszych przystanków była Opera Leśna w Sopocie, czyli miejsce, które samo w sobie kojarzy się z wielkimi muzycznymi emocjami.
Podczas koncertu w Sopocie artystka wykonała część swoich najbardziej rozpoznawalnych przebojów. Publiczność od początku reagowała bardzo żywiołowo. Widzowie nie siedzieli spokojnie na miejscach, tylko tańczyli, śpiewali i bawili się razem z zespołem.
Atmosfera była tak gorąca, że w pewnym momencie Maryla Rodowicz postanowiła jeszcze mocniej wciągnąć fanów do wspólnej zabawy. Zaprosiła część publiczności na scenę.
Ten gest miał być zapewne spontanicznym prezentem dla widzów, ale szybko okazało się, że chętnych jest zdecydowanie więcej, niż można było bezpiecznie wpuścić. Każdy chciał znaleźć się choć przez chwilę blisko Maryli i stanąć obok niej na sopockiej scenie.
Zamieszanie zrobiło się na tyle duże, że organizatorzy i ochrona musieli zareagować. Część osób została zawrócona z powrotem na swoje miejsca, bo scena nie mogła przyjąć wszystkich, którzy ruszyli w jej stronę.
Niektórzy mieli jednak ogromne szczęście. Kilku fanom udało się wejść na scenę i zaśpiewać razem z Rodowicz oraz jej trzyosobowym chórkiem. Dla tych osób był to z pewnością moment, którego długo nie zapomną.
Wspólne wykonanie dwóch utworów z królową polskiej estrady stało się jednym z najbardziej emocjonujących punktów wieczoru. Publiczność reagowała entuzjastycznie, a cała sytuacja tylko podkręciła koncertową atmosferę.

Kulminacyjny moment nastąpił, gdy w Operze Leśnej zabrzmiało „Niech żyje bal”. Wtedy do śpiewania włączyła się właściwie cała widownia. Sopot rozbrzmiewał jednym z największych hitów Maryli Rodowicz, a publiczność śpiewała razem z artystką.
Na bis gwiazda wykonała „Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos”. To był mocny finał wieczoru, który od początku do końca upłynął pod znakiem wspólnej zabawy i ogromnej energii.
Relacje fanów, które szybko zaczęły pojawiać się w mediach społecznościowych, pokazują, że trasa „Niech żyje bal” przyciąga bardzo różnorodną publiczność. Na koncertach Maryli Rodowicz bawią się zarówno osoby, które pamiętają początki jej kariery, jak i młodsi uczestnicy, dla których jej największe hity są już klasyką.
Sopocki występ pokazał, że Rodowicz wciąż potrafi stworzyć atmosferę prawdziwego muzycznego święta. Jej publiczność nie przychodzi jedynie posłuchać piosenek, ale chce aktywnie uczestniczyć w koncercie.

Tym razem ta energia była tak wielka, że zaproszenie fanów na scenę zakończyło się interwencją ochrony. Nie doszło jednak do nieprzyjemnego finału, a cała sytuacja została zapamiętana raczej jako dowód na to, jak ogromne emocje wciąż wywołuje Maryla Rodowicz.
Po ponad pięciu dekadach na scenie artystka nadal ma przy sobie publiczność, która zna jej utwory, reaguje na każdy gest i jest gotowa ruszyć pod scenę, gdy tylko pojawi się taka szansa. W Sopocie było widać to jak na dłoni.
