Anna Próchniak to jedna z najciekawszych postaci polskiego kina, której odwaga w doborze ról oraz pełna pasji postawa wobec sztuki nie mają sobie równych. W wywiadzie dla Interii aktorka otwarcie mówi o ryzyku w kinie, o tym, jak ważna jest świeżość i przełamywanie utartych schematów.
„Cieszę się, kiedy pojawia się ryzyko. To w kinie niezbędne. Najgorsze, co może się wydarzyć, to zachowawczość i powtarzalność” – mówi z przekonaniem. Aktorka podkreśla, że choć lubimy to, co znamy, jak ulubione piosenki, to w kinie potrzebujemy momentów, które nas zaskoczą, które zmienią rytm i otworzą nowe przestrzenie.

Anna Próchniak zadebiutowała na dużym ekranie w 2012 roku w filmie „Bez wstydu” Filipa Marczewskiego. Dziś jest jednym z najważniejszych nazwisk w polskim kinie. Widzowie pamiętają ją z ról w takich filmach jak „Miasto 44” czy „Luna”, ale to międzynarodowe produkcje przyniosły jej prawdziwą sławę. W „Niewinnych” wystąpiła u boku Agaty Kuleszy, Elizy Rycembel i Joanny Kulig. Kolejne międzynarodowe produkcje to thriller „Vargur” czy serial „Baptiste”.
Największym przełomem w karierze był jednak jej występ w „Tatuażyście z Auschwitz”, który zapewnił jej nominację do prestiżowej nagrody BAFTA Scotland.
Próchniak przyznaje, że niezależne kino jest dla niej „esencją sztuki filmowej”. To tu, w kameralnych produkcjach, czuje, że sztuka ma coś do powiedzenia, że mówi o emocjach, o wrażliwości, ale i o ciemniejszych stronach ludzkiej natury. „Kino niezależne to opowieść oparta na osobistej wypowiedzi. Szukam w nim dzikości, odwagi, gotowości do odsłonięcia tego, co w nas wrażliwe, ale również niedoskonałego” – mówi.

W rozmowie nie mogło zabraknąć także tematu horrorów. Anna Próchniak przyznaje, że ten gatunek jest jej szczególnie bliski. „Lubię to napięcie, które buduje się pod skórą. W horrorze chodzi o emocje, o wstrząs, który niekoniecznie musi być fizycznym strachem. To coś, co zrywa komfort, wytrąca z równowagi” – tłumaczy.
Aktorka przygotowuje teraz scenariusz, który zawiera elementy horroru. Ma także marzenie, by produkować takie filmy w Polsce, bo jak twierdzi, na świecie horror przeżywa obecnie renesans. To gatunek, który pozwala na głębokie, emocjonalne historie, często pełne metafor i przesłań, które wciąż są rzadkością w rodzimym kinie.
„Kino gatunkowe w Polsce jest wciąż za mało rozwinięte. Mamy ogromne zapotrzebowanie na tego typu produkcje, które są potrzebne i ciekawe, a my wciąż mamy za mało odważnych twórców” – mówi Próchniak.
Kolejnym projektem, na który czekają fani, jest „Pojedynek”, film Łukasza Palkowskiego, który już teraz zyskuje ogromne uznanie wśród widzów. Próchniak ponownie spotkała się na planie z Jakubem Gierszałem oraz Aidanem Gillem, a także z Bogusławem Lindą i Julią Pietruchą. Film, który miał premierę na tegorocznym festiwalu Mastercard OFF CAMERA, to historia pełna emocji i napięcia.
Próchniak wspomina, że najbardziej zapadł jej w pamięć nie sam film, ale relacje międzyludzkie panujące na planie. „To było jak powrót do domu. Z Łukaszem i resztą ekipy czuję się jak w rodzinie. Znamy się już od lat, a taka atmosfera zaufania daje poczucie bezpieczeństwa i swobody” – mówi.
