Ostatnie miesiące były dla Katarzyny Zdanowicz wyjątkowo intensywne. Dziennikarka Polsatu zaangażowała się w projekt, który wymagał nie tylko profesjonalizmu, ale także ogromnej wrażliwości. Jak sama przyznaje, historie ludzi, których poznała podczas realizacji programu, długo pozostawały z nią także po zakończeniu zdjęć.
Pod koniec kwietnia na antenie Polsat Café zadebiutował program „Walka o życie”, którego gospodynią została właśnie Katarzyna Zdanowicz. Format pokazuje prawdziwe historie osób mierzących się z najtrudniejszymi wyzwaniami zdrowotnymi i życiowymi. Dla dziennikarki nie był to jednak zwykły telewizyjny projekt.

Jak wyznała, od lat bliskie są jej ludzkie historie i reportaże, dlatego możliwość pracy przy takim formacie potraktowała jako ważną misję. Chciała dać głos osobom, które często pozostają niezauważone, a jednocześnie pokazać widzom, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach warto walczyć o siebie i swoich bliskich.

Praca nad programem okazała się jednak ogromnym emocjonalnym wyzwaniem. Zdanowicz spędzała z bohaterami znacznie więcej czasu, niż można zobaczyć na ekranie. Poznawała ich historie, problemy i marzenia, dlatego trudno było jej po prostu zamknąć za sobą drzwi i zapomnieć o wszystkim po zakończeniu nagrań.
Dziennikarka przyznaje, że wiele z tych opowieści zostawało z nią na długo. Emocje nie kończyły się wraz z wyłączeniem kamer, a niektóre historie wracały do niej jeszcze długo po powrocie do domu.
View this post on Instagram
W takich chwilach największym wsparciem okazywał się jej syn Maksymilian. Nastolatek coraz lepiej rozumie świat i chętnie rozmawia z mamą także o poważnych sprawach. To właśnie obecność syna pomagała jej odzyskać równowagę i spojrzeć na trudne doświadczenia z innej perspektywy.
View this post on Instagram
Katarzyna Zdanowicz podkreśla również, że to właśnie macierzyństwo sprawiło, iż z czasem zaczęła inaczej patrzeć na swoje zawodowe ambicje. Dziś wie, że nie da się być jednocześnie w stu procentach obecnym wszędzie i czasami trzeba świadomie wybierać to, co jest naprawdę najważniejsze.
Choć program dostarczył jej wielu wzruszeń i niełatwych momentów, dziennikarka nie ukrywa, że czuje ogromną satysfakcję z udziału w projekcie. Wierzy, że opowiadanie takich historii ma sens i może dawać nadzieję tym, którzy sami mierzą się z życiowymi problemami.
