Choć przez lata była związana z mężczyznami, z którymi planowała wspólną przyszłość i zakładała rodzinę, Dominika Ostałowska nigdy nie zdecydowała się powiedzieć sakramentalnego „tak”. Jak sama przyznaje, małżeństwo nigdy nie było jej życiowym celem.
Aktorka znana przede wszystkim z serialu M jak miłość w rozmowach z mediami wielokrotnie podkreślała, że temat ślubu odkładała na później.
– „Mówiłam, że to dużo zachodu, że to nie jest dobry moment, że są ważniejsze sprawy. Krótko mówiąc, odkładałam temat na później” – wyznała w rozmowie z Plejadą.

Jak dodała, nigdy nie marzyła o wystawnym weselu ani nie odczuwała potrzeby formalizowania swoich związków.
– „Nigdy nie marzyłam o ślubie, nigdy poważnie o nim nie myślałam. Miałam poczucie, że w moim przypadku nie byłby to najlepszy pomysł” – tłumaczyła.

Jednym z najważniejszych mężczyzn w jej życiu był aktor Hubert Zduniak. Para poznała się, gdy Dominika była już rozpoznawalną aktorką warszawskiego teatru, a on kończył studia aktorskie. Ich uczucie rozwijało się bardzo szybko, a w 2002 roku zakochani powitali na świecie syna.
Wydawało się, że kolejnym krokiem będzie ślub. Tak się jednak nie stało. Z czasem ich drogi się rozeszły, a związek nie przetrwał próby czasu.

Po rozstaniu z ojcem swojego dziecka aktorka związała się z reżyserem Mariusz Malec. Relacja wzbudzała ogromne emocje i stała się tematem licznych medialnych spekulacji. Ostałowska po latach przyznała, że bardzo przeżywała przypisywaną jej przez opinię publiczną łatkę kobiety rozbijającej związki.
– „Bolało mnie przede wszystkim to, że powielano obraz, który nie miał wiele wspólnego z prawdą” – wspominała.
Także ten związek ostatecznie dobiegł końca. Od tamtej pory aktorka nie zdecydowała się ponownie publicznie otworzyć na nową relację.
Dziś Dominika Ostałowska podkreśla, że nie wyklucza miłości, ale nie postrzega jej już jako warunku szczęśliwego życia.

– „Nie potrzebuję już usankcjonowania swojego istnienia poprzez relację z drugim człowiekiem” – przyznała szczerze.
Aktorka nie ukrywa również, że na jej podejście do małżeństwa wpłynęły doświadczenia z dzieciństwa.
– „Przywykłam do obrazu kobiety, która nie ma męża i w niczym jej to nie przeszkadza” – wyjaśniła.

Jednocześnie zapewnia, że nie jest przeciwniczką ślubów. Wręcz przeciwnie – z sympatią obserwuje zakochanych rozpoczynających wspólną drogę.
– „Lubię patrzeć na młode pary, na ich radość (…). Po prostu nie czuję potrzeby przeżywania tego jako uczestniczka. Wystarcza mi rola obserwatorki” – podsumowała.
