Mąż Sylwii Peretti zostaje w areszcie. Celebrytka jechała po niego z walizką i nadzieją

Sylwia Peretti pojechała do Gdańska, licząc, że wróci do Krakowa razem z mężem. Łukasz Porzuczek od końca czerwca przebywa w areszcie w związku ze śledztwem dotyczącym wyłudzenia środków z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Celebrytka zabrała ze sobą dwie walizki, z których jedna miała należeć do niego. Decyzja sądu nie była jednak po jej myśli. Areszt wobec mężczyzny został utrzymany.

Łukasz Porzuczek, mąż Sylwii Peretti, od końca czerwca pozostaje w areszcie.

Mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Sprawa dotyczy śledztwa w związku z wyłudzeniem środków z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Porzuczek usłyszał zarzuty, za które grozi mu nawet 25 lat pozbawienia wolności.

Sąd zdecydował wcześniej o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania.

Od początku z takim rozstrzygnięciem nie zgadza się obrona męża Sylwii Peretti.

Pełnomocnik Łukasza Porzuczka, Mateusz Daniluk z Kancelarii Graś i Wspólnicy, podkreślał, że jego klient nie przyznaje się do winy.

Zwracał też uwagę, że na obecnym etapie postępowania obowiązuje go domniemanie niewinności.

Obrona przekonywała, że nie ma podstaw do dalszego stosowania aresztu.

Wnioskowała o zwolnienie Porzuczka i zastosowanie wobec niego łagodniejszych środków zapobiegawczych.

Sylwia Peretti najwyraźniej bardzo mocno liczyła na korzystny zwrot w sprawie.

W środę spakowała dwie walizki i ruszyła do Gdańska.

To właśnie tam w areszcie przebywa jej mąż.

Celebrytka nie ukrywała emocji i dała do zrozumienia, że ma nadzieję na wspólny powrót do Krakowa.

Jedna z walizek była przygotowana właśnie z myślą o Łukaszu.

Peretti relacjonowała swój wyjazd o świcie.

Mówiła łamiącym głosem i nie ukrywała, że jedzie z nadzieją, choć sama zdawała sobie sprawę, jak niepewna jest sytuacja.

„5:20, ja już spakowana, lecę do Gdańska. Pewnie zastanawiacie się, w jakim celu mam dwie walizki. Większa oczywiście moja, w mniejszej mam zapakowaną moją nadzieję, ponieważ chyba jako jedyna liczę na to, że wrócę do domu sama, ale nadzieja umiera ostatnia. (…) Teraz taki żarcik sytuacyjny: kiedy tak bardzo chcesz być blisko, że jedziesz 600 km i siedzisz pod bramą aresztu, a w bagażniku masz walizkę, która nie będzie rozpakowana. (…) Mnie dzisiaj totalnie zaćmiło, nie tylko pod względem słońca” — mówiła Sylwia Peretti.

Te słowa pokazały, jak silne emocje towarzyszyły jej podróży.

Nie była to zwykła wizyta ani spontaniczny wyjazd bez powodu.

Peretti jechała 600 kilometrów z Krakowa do Gdańska, licząc, że decyzja sądu pozwoli jej zabrać męża do domu.

W bagażniku miała walizkę, która — jak sama sugerowała — mogła pozostać nierozpakowana.

Dziś wiadomo już, dlaczego ta data była dla niej tak ważna.

12 sierpnia sąd rozpatrywał zażalenie obrońcy Łukasza Porzuczka na decyzję o tymczasowym aresztowaniu.

Chodziło o to, czy mąż Sylwii Peretti będzie mógł opuścić areszt, czy też pozostanie za kratami.

Rozstrzygnięcie nie spełniło nadziei celebrytki.

Sąd Okręgowy w Gdańsku nie uwzględnił zażalenia obrony.

Tymczasowy areszt został utrzymany w mocy.

O decyzji poinformował Mariusz Marciniak, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

„Wczoraj, czyli 12 sierpnia, Sąd Okręgowy w Gdańsku nie uwzględnił zażalenia obrońcy oskarżonego Łukasza P. i utrzymał w mocy postanowienie o tymczasowym aresztowaniu. Sąd stwierdził, że zastosowanie aresztu przez Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe było zasadne, legalne i nie ma wskazań, nie ma podstaw do tego, ażeby uchylić tymczasowe aresztowanie albo zmienić je na inne środki zapobiegawcze” — przekazał Mariusz Marciniak.

To oznacza, że Łukasz Porzuczek na tym etapie nie wyjdzie na wolność.

Sąd uznał, że wcześniejsze zastosowanie tymczasowego aresztowania było prawidłowe.

Nie dopatrzył się podstaw do uchylenia aresztu ani do zastąpienia go innymi środkami zapobiegawczymi.

Dla Sylwii Peretti to musiał być wyjątkowo bolesny finał podróży.

Jechała do Gdańska z nadzieją, że wróci z mężem.

Zamiast tego usłyszała decyzję, która przedłuża jego pobyt w areszcie.

Symboliczna walizka przygotowana dla Łukasza nie została wykorzystana.

Sama Peretti już wcześniej mówiła, że być może jako jedyna wierzy w taki obrót spraw.

Mimo wszystko pojechała.

Chciała być blisko.

Chciała czekać pod aresztem.

Chciała dać sobie choć cień szansy na wspólny powrót.

Sprawa jej męża od początku budzi duże emocje, bo chodzi o poważne zarzuty i bardzo wysoką potencjalną karę.

Jednocześnie obrona przypomina, że Porzuczek nie przyznaje się do winy i obowiązuje go domniemanie niewinności.

Na obecnym etapie nie zapadł wyrok.

Trwa postępowanie, a decyzja sądu dotyczyła środków zapobiegawczych, nie rozstrzygnięcia o winie.

Mimo to dla Sylwii Peretti każda taka decyzja ma wymiar bardzo osobisty.

Jej mąż pozostaje w areszcie, a ona publicznie pokazuje, jak mocno przeżywa tę sytuację.

Wyjazd do Gdańska z dwiema walizkami stał się jednym z najbardziej wymownych obrazów tej historii.

Większa walizka była jej.

Mniejsza — jak mówiła — mieściła nadzieję.

Ta nadzieja tym razem nie wystarczyła.

Sąd zdecydował inaczej, niż oczekiwała.

Łukasz Porzuczek zostaje za kratami, a sprawa będzie toczyć się dalej.

Dla Peretti oznacza to kolejne dni niepewności i czekania.

Celebrytka nie ukrywa, że sytuacja ją przytłacza.

Jej słowa o zaćmieniu, podróży i walizce, która może nie zostać rozpakowana, brzmiały jak próba radzenia sobie z napięciem poprzez gorzki żart.

Ale emocje były wyraźnie widoczne.

Wypowiedź łamała się między nadzieją, lękiem i świadomością, że scenariusz może skończyć się inaczej, niż bardzo by chciała.

Tak właśnie się stało.

Sąd Okręgowy w Gdańsku utrzymał decyzję o tymczasowym aresztowaniu.

Nie zgodził się z argumentami obrony, która chciała uchylenia aresztu lub zastąpienia go łagodniejszymi środkami.

Decyzja sądu oznacza, że Łukasz Porzuczek nadal pozostaje w izolacji.

Dla opinii publicznej sprawa wciąż ma dwa wymiary.

Z jednej strony jest postępowanie dotyczące poważnych zarzutów związanych z wyłudzeniem środków z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Z drugiej dramat osobisty Sylwii Peretti, która nie ukrywa, że wspiera męża i czeka na jego powrót.

W środę chciała, by ten powrót wydarzył się właśnie teraz.

Pojechała po niego z walizką.

Liczyła, że wrócą razem do Krakowa.

Zamiast tego usłyszała, że areszt pozostaje w mocy.

Ten dzień miał być dla niej przełomem.

Stał się kolejnym rozczarowaniem.

Na razie mąż Sylwii Peretti nie opuści aresztu, a obrona będzie musiała zmierzyć się z decyzją sądu, który uznał dalsze stosowanie tymczasowego aresztowania za zasadne i legalne.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com