Alicja Majewska ujawniła, jak Włodzimierz Korcz pilnuje jej przed koncertami. „Jestem mu niezwykle wdzięczna”

Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz od pięciu dekad tworzą jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów polskiej sceny. Przez tyle lat wspólnych występów wypracowali własny rytm, zasady i małe rytuały, o których publiczność nie zawsze miała pojęcie. Teraz artystka zdradziła, jak naprawdę wyglądają przygotowania przed koncertami i kto pilnuje, by jej głos nie został nadwyrężony. Okazuje się, że Korcz dba o nią z ogromną cierpliwością.

Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz znów pojawili się razem na scenie podczas Top of the Top Sopot Festival.

Byli jednymi z gwiazd trzeciego dnia imprezy, a ich wspólny występ po raz kolejny przypomniał widzom, jak wyjątkowa jest ta artystyczna relacja.

Majewska i Korcz współpracują już od pięciu dekad.

To nie jest zwykła sceniczna znajomość ani przypadkowy duet do kilku koncertów.

To lata wspólnej pracy, tras, prób, występów i wzajemnego wyczucia, którego nie da się zbudować w krótkim czasie.

Publiczność widzi przede wszystkim efekt końcowy.

Elegancką artystkę na scenie.

Kompozytora u jej boku.

Piosenki, które znają kolejne pokolenia.

Ale za tym wszystkim kryje się codzienna praca, przygotowania i troska o głos, który od lat pozostaje znakiem rozpoznawczym Alicji Majewskiej.

Właśnie o to zapytano ją po zejściu ze sceny w Sopocie.

Reporter Faktu chciał wiedzieć, czy poza rozśpiewywaniem się artystka ma jakieś własne sposoby na dbanie o głos.

Odpowiedź Majewskiej okazała się bardzo szczera.

Piosenkarka wróciła pamięcią do swojej wieloletniej nauki śpiewu i ćwiczeń emisyjnych.

Przyznała, że przez kilkanaście lat uczyła się głosu, a wszystko zmieniło się dopiero po odejściu jej instruktorki śpiewu.

„Znaczy, wie pan, ja uczyłam się śpiewu przez kilkanaście lat, robiłam ćwiczenia emisyjne, aż do czasu, kiedy odeszła moja instruktor śpiewu, to był 88 rok już. Jest taki zestaw ćwiczeń, który rzeczywiście, jeżeli tego wymaga sytuacja – nie wiem, nie śpiewałam parę dni, czy gorzej się czuję z gardłem – to oczywiście pan Korcz siada i mi [daje – przyp. red.] te poprawki” — opowiadała Alicja Majewska.

To wyznanie pokazuje, że Włodzimierz Korcz nie jest dla niej wyłącznie scenicznym partnerem.

Jest także kimś, kto zna jej głos, jej możliwości i jej słabsze momenty.

Wie, kiedy trzeba zareagować.

Wie, kiedy trzeba przypomnieć ćwiczenia.

Wie, jak pomóc jej wrócić do odpowiedniej formy przed występem.

Po pięćdziesięciu latach wspólnej pracy takie porozumienie musi być czymś zupełnie naturalnym.

Majewska zdradziła nawet zabawny szczegół z ćwiczeń.

Podczas rozśpiewywania Korcz ma śpiewać do niej konkretne zdanie.

„Czy ty słyszysz mnie jedyna, czy ty słyszysz mnie jedyna dziś?” — przytoczyła z uśmiechem.

Ten drobiazg mówi bardzo dużo o ich relacji.

Jest w nim i zawodowa precyzja, i lekkość, i charakterystyczny dla ich współpracy dystans.

Nie ma napięcia ani przesadnej powagi.

Jest za to wieloletnia bliskość artystyczna, w której można pozwolić sobie na żart, a jednocześnie wykonać bardzo konkretną pracę.

Majewska przy okazji zaskoczyła też szczerością.

Choć wielu mogłoby sądzić, że piosenkarka takiej klasy wyjątkowo rygorystycznie pilnuje głosu każdego dnia, ona sama przyznała, że nie wygląda to aż tak idealnie.

Artystka nie ukrywa, że lubi mówić.

A skoro dużo mówi, nie zawsze oszczędza głos tak, jak teoretycznie powinna.

„Ale tak dbać, przyznaję, że nie [dbam]. Lubię gadać, więc dużo mówię. Dbam w takim sensie, że jeżeli coś się dzieje (…), to absolutnie biegnę do foniatry takiego stałego i się dostosowuję do zaleceń. (…) Na próbach śpiewam na całe gardło, pan Korcz mnie zawsze mityguje: 'Ala… przestań śpiewać” — mówiła w rozmowie z Faktem.

Te słowa mogą zaskoczyć część fanów.

Alicja Majewska od lat kojarzy się z wielką kulturą śpiewu, czystością wykonania i sceniczną elegancją.

Można więc wyobrażać sobie, że jej codzienność jest pełna rygorystycznych zasad dotyczących głosu.

Tymczasem sama artystka przyznaje, że bywa inaczej.

Mówi dużo, na próbach śpiewa pełnym głosem i czasem to właśnie Włodzimierz Korcz musi ją powstrzymywać.

Jego krótkie „Ala… przestań śpiewać” brzmi jak zdanie człowieka, który doskonale wie, kiedy trzeba oszczędzić siły na właściwy występ.

Korcz pilnuje, by Majewskiej wystarczyło energii na scenę.

Nie chodzi tylko o technikę.

Chodzi o opiekę, uważność i doświadczenie.

Piosenkarka sama przyznała, że bardzo to docenia.

„Tę opiekę taką to ja mam ze strony pana Korcza. (…) Ma dużo cierpliwości i za to jestem mu niezwykle wdzięczna (…)” — podsumowała artystka.

To jedno zdanie odsłania kulisy relacji, o której fani od dawna mogli się domyślać.

Majewska i Korcz są dla siebie nie tylko współpracownikami.

Są duetem, który przez lata nauczył się wzajemnego rytmu i odpowiedzialności.

On wie, jak dbać o jej głos.

Ona wie, że może na niego liczyć.

On mityguje ją, gdy za bardzo daje z siebie wszystko na próbach.

Ona przyjmuje tę troskę z wdzięcznością.

W świecie sceny, gdzie wiele relacji bywa krótkich, napiętych albo opartych wyłącznie na zawodowym interesie, ich więź wygląda wyjątkowo solidnie.

Pięć dekad wspólnych występów to czas, w którym można poznać drugą osobę niemal bez słów.

Majewska i Korcz mają za sobą setki koncertów, prób i sytuacji, w których trzeba było reagować szybko.

Dlatego dzisiaj ich współpraca wydaje się tak naturalna.

Publiczność widzi spokój i klasę.

Za kulisami jest jednak konkretna praca.

Ćwiczenia emisyjne.

Poprawki.

Pilnowanie głosu.

Uważność na gardło.

I ten moment, gdy Korcz siada, by pomóc Alicji wrócić do najlepszej formy.

Majewska nie udaje, że wszystko robi sama.

Nie buduje wokół siebie obrazu artystki, która nie potrzebuje żadnego wsparcia.

Przeciwnie.

Otwarcie mówi, że opiekę w tej sprawie ma właśnie ze strony Włodzimierza Korcza.

To wyznanie brzmi szczególnie mocno, bo dotyczy rzeczy dla wokalistki najważniejszej.

Głosu.

Instrumentu, którym pracuje od lat.

Elementu, dzięki któremu jej piosenki nadal wywołują tak silne emocje.

Jeśli ktoś ma prawo pilnować, by ten głos nie został nadwyrężony, to właśnie człowiek, który towarzyszy jej na scenie od pięćdziesięciu lat.

Korcz zna jej repertuar, sposób śpiewania i momenty, w których trzeba ją zatrzymać.

A ona zna jego cierpliwość i ceni ją na tyle, że mówi o tym publicznie.

W tej historii nie ma wielkiego skandalu ani dramatycznego zwrotu.

Jest coś znacznie ciekawszego: prawdziwy obraz wieloletniej artystycznej współpracy.

Nie tej pokazowej, widocznej tylko w świetle reflektorów.

Tej codziennej, opartej na zaufaniu, powtarzalności i trosce o szczegóły.

Alicja Majewska przyznaje, że lubi mówić i nie zawsze obchodzi się z głosem tak ostrożnie, jak pewnie powinna.

Włodzimierz Korcz dba o to, by nie przesadziła.

To proste, ale bardzo wymowne.

Bo czasem za wielkim scenicznym efektem stoją właśnie takie małe gesty.

Jedno przypomnienie.

Jedna poprawka.

Jedno „Ala, przestań śpiewać”.

Jedna osoba obok, która wie, kiedy artystka powinna się zatrzymać.

Po latach wyszło więc na jaw, jak ważna jest rola Korcza nie tylko na scenie, ale też przed koncertami.

Dla publiczności jest kompozytorem i partnerem muzycznym Majewskiej.

Dla niej jest także cierpliwym opiekunem głosu, który potrafi zareagować wtedy, gdy sytuacja tego wymaga.

Nic dziwnego, że artystka mówi o wdzięczności.

Ich wspólna historia trwa już pół wieku, a mimo to wciąż widać w niej żywe porozumienie.


Nie ma przypadku w tym, że tak długo występują razem.

Nie ma przypadku w tym, że publiczność nadal chce ich słuchać.

I nie ma przypadku w tym, że Majewska może mówić o Korczu z takim zaufaniem.

Bo przez pięćdziesiąt lat scenicznej drogi nie wystarczy tylko talent.

Potrzebna jest cierpliwość.

Uważność.

Wspólny język.

I ktoś, kto w odpowiednim momencie powie: wystarczy, teraz trzeba oszczędzić głos na koncert.

Alicja Majewska właśnie potwierdziła, że w jej przypadku taką osobą od lat jest Włodzimierz Korcz.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com