Joanna Jabłczyńska pokazała prywatne wiadomości i odpowiedziała Szelągowskiej. Afera o Tosię weszła na nowy poziom

Spór wokół nowej odsłony „Nigdy w życiu!” nie tylko nie cichnie, ale z każdym dniem robi się coraz ostrzejszy. Po tym, jak Joanna Jabłczyńska ujawniła, że nie zagra Tosi w kontynuacji filmu, w sieci ruszyła fala komentarzy i wsparcia dla aktorki. Potem głos zabrała Katarzyna Grochola, a następnie jej córka Dorota Szelągowska. Ta ostatnia zarzuciła Jabłczyńskiej, że nie umie pogodzić się z przegraną. Aktorka odpowiedziała błyskawicznie i pokazała prywatną korespondencję.

Afera wokół obsady nowej wersji „Nigdy w życiu!” zaczęła się od mocnego wpisu Joanny Jabłczyńskiej.

Aktorka, która w kultowym filmie sprzed lat zagrała Tosię, w ubiegły czwartek przekazała, że nie pojawi się w kontynuacji.

Dla wielu widzów była to ogromna niespodzianka.

Przez lata właśnie ona kojarzyła się publiczności z córką głównej bohaterki.

Dlatego gdy wyszło na jaw, że rola przypadnie Agnieszce Żulewskiej, w mediach społecznościowych natychmiast zawrzało.

Tysiące internautów zaczęły pisać, że to Jabłczyńska powinna wrócić do postaci Tosi.

W komentarzach pojawiało się rozczarowanie, złość i poczucie, że coś ważnego zostało odebrane widzom, którzy pamiętają pierwszą część filmu.

Sama Joanna Jabłczyńska podkreślała jednak, że jej żal nie dotyczy wyłącznie tego, że nie zagrała w produkcji.

Według jej relacji problemem miał być sposób, w jaki została potraktowana.

Aktorka twierdziła, że otrzymała scenariusz oraz harmonogram planu zdjęciowego.

Potem, jak opisywała, kontakt ze strony produkcji miał nagle się urwać.

To właśnie ten wątek najmocniej poruszył jej fanów.

Bo w całej sprawie nie chodziło tylko o casting i zmianę aktorki.

Chodziło o komunikację, szacunek i brak jasnego wyjaśnienia sytuacji.

Niedługo później do zamieszania odniosła się Katarzyna Grochola.

Autorka powieści i scenariusza do filmu wydała oświadczenie, w którym zarzuciła Jabłczyńskiej mijanie się z prawdą.

Pojawił się też zarzut dyskredytowania Agnieszki Żulewskiej.

Grochola zapowiedziała nawet kroki prawne.

Jej oświadczenie wywołało kolejną falę emocji, ale już następnego dnia zostało usunięte z sieci.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła.

We wtorek późnym wieczorem głos zabrała Dorota Szelągowska, córka Katarzyny Grocholi.

Jej wypowiedź była wyjątkowo ostra.

Szelągowska stwierdziła, że Joanna Jabłczyńska przegrała casting do roli Tosi i nie potrafi się z tym pogodzić.

Zwróciła się do aktorki bezpośrednio i podkreśliła, że Tosia nie jest nią, lecz postacią opartą na jej historii.

„Wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości i okazuje się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią, ty zagrałaś Tosię w filmie. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat, jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem, niż właściwie ja sama, to jest trochę creepy” — mówiła Dorota Szelągowska.

Te słowa od razu odbiły się szerokim echem.

Były osobiste, mocne i wymierzone w samą Jabłczyńską.

Szelągowska nie poprzestała jednak na tym.

W dalszej części wypowiedzi zarzuciła aktorce wywołanie internetowej awantury.

Padły bardzo ciężkie określenia.

„Patrzę na ciebie i niepokoi mnie to, że można być tak złym człowiekiem. (…) Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu” — skwitowała.

Po takim wystąpieniu było niemal pewne, że Joanna Jabłczyńska nie zostawi sprawy bez odpowiedzi.

I rzeczywiście zareagowała bardzo szybko.

Aktorka opublikowała w sieci screeny prywatnej rozmowy z Katarzyną Grocholą.

Według niej korespondencja miała pokazywać, że mogła być przekonana, iż rola Tosi jest już dla niej przewidziana.

To był moment, w którym konflikt z poziomu ogólnych oświadczeń przeniósł się na prywatne wiadomości.

Jabłczyńska zasugerowała, że została zmuszona do takiego kroku, ponieważ publicznie podważano jej wersję wydarzeń.

„Teraz możecie podjąć kroki prawne, ponieważ zostałam zmuszona do opublikowania prywatnej korespondencji. Czy to o tym castingu mówimy, dotindotin [Dorota Szelągowska]? Poproś może Mamę o całość korespondencji. Ta oczywiście nie będzie pełna, bo większość rozmów toczyła się telefonicznie, a tych rozmów z oczywistych powodów nagranych nie mam” — napisała aktorka.

To zdanie jeszcze bardziej podgrzało atmosferę.

Jabłczyńska nie tylko odniosła się do zarzutu dotyczącego castingu, ale też bezpośrednio zwróciła się do Doroty Szelągowskiej.

Sformułowanie „Poproś może Mamę o całość korespondencji” zabrzmiało jak wyraźny sygnał, że aktorka ma dość przedstawiania sprawy w sposób, który jej zdaniem nie oddaje całej prawdy.

Jednocześnie zaznaczyła, że screeny nie pokazują wszystkiego.

Większość rozmów miała odbywać się telefonicznie, a tych — jak podkreśliła — nie nagrywała.

W kolejnych słowach Jabłczyńska przyznała, że sama chciałaby, aby całe zamieszanie wreszcie się skończyło.

Nie zamierzała jednak milczeć, gdy uznała, że prawda została zagrożona.

„Marzę o tym, żeby to już się skończyło, ale nie mogę pozostawić prawdy samej sobie. Marzyłam też o tym, aby to produkcja sama powiedziała o innym wyborze Tosi i jakoś to uzasadniła w sposób nieurażający nikogo. Zanim Dorota opublikowała swoje nagranie, zdążyłam opublikować wieczorem u siebie film, w którym wyraziłam jak bardzo mi szkoda Agnieszki Żulewskiej i o ironio, użyłam tych samych słów co Ty Doroto – że przegrać w normalnym castingu z Agnieszką to byłby wręcz zaszczyt” — napisała.

To ważny fragment jej odpowiedzi.

Jabłczyńska próbowała pokazać, że nie chce kierować złości w stronę Agnieszki Żulewskiej.

Wręcz przeciwnie, podkreśliła, że szkoda jej aktorki, która znalazła się w centrum internetowego konfliktu.

Zaznaczyła też, że przegrana w normalnym castingu z Żulewską byłaby dla niej zaszczytem.

W ten sposób próbowała oddzielić problem obsady od problemu komunikacji.

Według niej sednem sprawy nie było to, że rolę dostała inna aktorka.

Sednem było to, jak cała decyzja została przekazana — albo raczej, jak jej zdaniem nie została przekazana.

Joanna Jabłczyńska wyjaśniła, że chciała, aby produkcja sama oficjalnie powiedziała, co dzieje się z rolą Tosi.

Nie chciała znaleźć się w sytuacji, w której to ona musi tłumaczyć mediom, dlaczego nie gra w kontynuacji filmu.

Przewidywała, że pytania o jej nieobecność i tak się pojawią.

Dlatego miała prosić produkcję o ustalenie wspólnej wersji komunikatu.

„Prosiłam produkcję, żebyśmy ustalili wspólną wersję dla mediów, ponieważ z pewnością nie uniknę pytań o brak tej roli. Dokładnie tak się stało. Też nie spodziewałam się do jakiej skali się to rozwinie i że mogą ucierpieć osoby, które tak bardzo cenię tj. Agnieszka Żulewska. Do tej pory, o ile mi wiadomo produkcja nie ogłosiła tego oficjalnie. I nigdy nie chciałam publikować nawet treści tej wiadomości, z uwagi na Agnieszkę właśnie” — napisała aktorka.

Te słowa pokazują, że Jabłczyńska próbuje przedstawić siebie nie jako osobę walczącą o rolę za wszelką cenę, lecz jako aktorkę, która oczekiwała jasnej i niekrzywdzącej komunikacji.

W jej relacji największy problem polegał na tym, że sprawa została zostawiona bez oficjalnego wyjaśnienia.

A gdy zaczęły pojawiać się pytania, to ona znalazła się pod presją.

Internet zareagował błyskawicznie, bo „Nigdy w życiu!” dla wielu widzów nie jest zwykłym filmem.

To produkcja, która przez lata zyskała status jednej z najchętniej wspominanych polskich komedii romantycznych.

Postać Tosi była częścią tej historii.

Nic więc dziwnego, że decyzja o obsadzeniu innej aktorki wzbudziła tak wiele emocji.

Ale z każdym kolejnym oświadczeniem konflikt coraz mniej dotyczy samego filmu, a coraz bardziej tego, kto mówi prawdę i kto kogo potraktował niesprawiedliwie.

Najpierw Jabłczyńska opowiedziała swoją wersję.

Potem Grochola ją zakwestionowała.

Następnie Szelągowska zarzuciła aktorce, że nie odróżnia fikcji od rzeczywistości i nie może pogodzić się z przegraną.

W końcu Jabłczyńska pokazała prywatną korespondencję.

Każdy kolejny krok sprawiał, że atmosfera robiła się coraz cięższa.

Najbardziej bolesne w tej sprawie jest to, że w centrum konfliktu znalazła się także Agnieszka Żulewska, która ma zagrać Tosię w nowej odsłonie.

Jabłczyńska sama przyznała, że nie chciała publikować wiadomości właśnie ze względu na nią.

Wiedziała, że każda nowa informacja może jeszcze bardziej nakręcić komentarze i uderzyć w osobę, która została wybrana do roli.

A mimo to zdecydowała się ujawnić prywatne screeny, bo uznała, że została do tego zmuszona.

To pokazuje, jak daleko zaszła cała sytuacja.

Jeszcze niedawno widzowie zastanawiali się tylko, kto zagra Tosię.

Dziś śledzą wymianę ostrych zdań między aktorką, autorką historii i jej córką.

To już nie jest zwykła dyskusja o obsadzie.

To publiczny spór o pamięć, emocje, prawo do postaci i kulisy decyzji produkcyjnych.

Dorota Szelągowska w swojej wypowiedzi bardzo mocno zaznaczyła, że Tosia jest jej historią.

Joanna Jabłczyńska odpowiada, że problemem nie była sama przegrana, tylko sposób potraktowania.

Katarzyna Grochola wcześniej zarzuciła aktorce mijanie się z prawdą i zapowiedziała kroki prawne.

A fani patrzą na to wszystko i coraz trudniej im oddzielić sentyment do pierwszego filmu od obecnej awantury.

Jabłczyńska mówi, że marzy, by to się skończyło.

Jednocześnie nie chce zostawić prawdy samej sobie.

Szelągowska uważa, że aktorka wywołała szkodliwą falę emocji.

Grochola usunęła swoje oświadczenie, ale jego skutki nadal są komentowane.

Produkcja, według słów Jabłczyńskiej, do tej pory nie miała oficjalnie ogłosić zmiany obsady Tosi.

To właśnie ta cisza miała być jednym z powodów, dla których sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Gdyby komunikat pojawił się wcześniej, być może konflikt nie osiągnąłby takiej skali.

Być może widzowie przyjęliby decyzję inaczej.

Być może sama Jabłczyńska nie musiałaby odpowiadać na pytania i tłumaczyć swojej nieobecności.

Tego dziś nie da się już cofnąć.

Teraz każda ze stron mierzy się z konsekwencjami publicznej wymiany zdań.

Afera wokół „Nigdy w życiu!” pokazuje, jak silne emocje potrafią budzić role sprzed lat.

Dla widzów Tosia to postać z filmu.

Dla Doroty Szelągowskiej — część jej osobistej historii.

Dla Joanny Jabłczyńskiej — ważny etap aktorskiej drogi i rola, z którą publiczność utożsamiała ją przez ponad dwie dekady.

Dla produkcji — element nowej odsłony, która jeszcze przed premierą znalazła się pod ogromną presją.

W tej sytuacji trudno o spokojny ton.

Każde zdanie jest ważone.

Każdy screen analizowany.

Każda wypowiedź natychmiast trafia pod ocenę internautów.

Joanna Jabłczyńska swoim najnowszym wpisem pokazała, że nie zamierza biernie przyjmować zarzutów.

Opublikowała prywatną korespondencję i wezwała Dorotę Szelągowską, by poprosiła matkę o całość wiadomości.

To mocny ruch, który może mieć dalsze konsekwencje.

Sama aktorka napisała, że teraz druga strona może podjąć kroki prawne.

Wygląda więc na to, że sprawa nie zakończy się szybko jednym wyjaśnieniem.

Na razie jest coraz więcej emocji, coraz więcej publicznych deklaracji i coraz mniej przestrzeni na spokojne zamknięcie tematu.

A wszystko zaczęło się od pytania, kto zagra Tosię w kontynuacji „Nigdy w życiu!”.

Dziś ten casting stał się punktem zapalnym jednej z najgłośniejszych medialnych afer ostatnich dni.


I choć Joanna Jabłczyńska mówi, że marzy o końcu tej historii, jej odpowiedź na słowa Doroty Szelągowskiej pokazuje, że nie pozwoli, by przedstawiano sprawę wyłącznie w sposób niekorzystny dla niej.

Pokazała wiadomości.

Przypomniała swoją wersję.

I jasno dała do zrozumienia, że jeśli ktoś chce rozmawiać o castingu, powinien znać pełny obraz sytuacji.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com