Kinga Rusin po odejściu z dziennikarstwa jeszcze mocniej rzuciła się w podróżowanie. Razem z Markiem Kujawą zwiedza świat, pracuje zdalnie i regularnie pokazuje fanom kolejne miejsca, które odwiedza. Tym razem pochwaliła się wyjątkowo nietypowym pomysłem. Para przerwała pobyt w Malezji i wyskoczyła do Singapuru, żeby obejrzeć film Christophera Nolana w IMAX-ie z angielskimi napisami. Rusin sama podsumowała to krótko: „Jesteśmy szaleni”.
Kinga Rusin przez lata była jedną z najbardziej znanych twarzy polskiej telewizji.
Widzowie kojarzyli ją przede wszystkim z programem „Dzień dobry TVN”, ale prowadziła także „You Can Dance”.
Przez długi czas była obecna w mediach, komentowała rzeczywistość, rozmawiała z gośćmi i funkcjonowała w centrum telewizyjnego świata.

Głośno było również o jej życiu prywatnym, w tym o małżeństwie z Tomaszem Lisem, które ostatecznie nie przetrwało próby czasu.
W pewnym momencie Rusin zdecydowała jednak, że odchodzi od dziennikarstwa i aktywności medialnej w dotychczasowym wydaniu.
Ten krok całkowicie zmienił rytm jej życia.
Zamiast codziennej obecności w studiu i pracy w telewizji wybrała podróże, własne projekty i życie, które może układać na swoich zasadach.
U boku Marka Kujawy zaczęła realizować podróżnicze marzenia z rozmachem, który nieustannie budzi zainteresowanie internautów.
Była dziennikarka regularnie pokazuje zdjęcia i relacje z odległych miejsc.
Jej obserwatorzy śledzą kolejne etapy wypraw, zachwycają się krajobrazami, ale też zadają pytania o to, jak para może pozwolić sobie na tak intensywne podróżowanie przez większą część roku.
Rusin jakiś czas temu postanowiła odpowiedzieć na te dociekliwości wprost.
Wyjaśniła, że pieniądze na podróże nie pochodzą ani ze spadku, ani od byłego męża, ani z publicznej telewizji.
„Ponieważ czasami pytanie się powtarza odpowiadam: nie ukradłam, nie dostałam w spadku, nie dostałam od byłego męża, nie dostałam z publicznej telewizji (…) Prowadzimy z Markiem własną firmę. Nie stoi za nami żaden koncern, ukryty producent, ani pieniądze z funduszu. Zarobione pieniądze wydajemy tak jak chcemy czyli podróżując przez większą część roku i pracując jednocześnie, co jest naprawdę nie lada wyzwaniem” — pisała w mediach społecznościowych.
Tymi słowami jasno dała do zrozumienia, że ich styl życia jest efektem pracy, własnych decyzji i priorytetów.
Rusin nie ukrywa, że razem z Kujawą wydają zarobione pieniądze tak, jak chcą.
A chcą przede wszystkim podróżować.
Obecnie para zwiedza Azję.
Niedawno była dziennikarka relacjonowała pobyt w Malezji, pokazując fanom kolejne kadry i wrażenia.
Wydawałoby się, że taki wyjazd sam w sobie jest wystarczająco intensywny.
Rusin i Kujawa postanowili jednak dorzucić do niego jeszcze jeden nietypowy epizod.
Z Malezji wyskoczyli do Singapuru.
Powód? Bardzo konkretny.
Chcieli obejrzeć w IMAX-ie „Odyseję” Christophera Nolana z angielskimi napisami.
W Malezji dostępne były jedynie napisy malajskie i chińskie, więc para uznała, że warto zmienić kraj, by nie stracić nic z dialogów.
Kinga Rusin opisała to fanom z typowym dla siebie entuzjazmem.
„Jesteśmy szaleni! Z Malezji skoczyliśmy do Singapuru, żeby obejrzeć w IMAX-ie Odyseję Christophera Nolana z angielskimi napisami (w Malezji były tylko malajskie i chińskie). Bo warto również przeczytać to, co mówi Odyseusz, żeby…. nie stracić nic z jego filozoficznych wywodów. Potwierdzamy: film świetny, ale czy aż największe (jak mówią niektórzy) dzieło kinematografii? No nie wiem…” — oceniła Kinga Rusin.

Trudno odmówić temu wyczynowi rozmachu.
Dla wielu osób wyjście do kina oznacza krótki spacer, przejazd przez miasto albo rezerwację miejsc online.
Dla Rusin i Kujawy oznaczało przelot lub błyskawiczny skok z jednego państwa do drugiego.
Właśnie dlatego jej wpis tak szybko zwrócił uwagę.
Była dziennikarka nie przedstawiła tego jako wielkiego luksusowego gestu, lecz jako spontaniczną, trochę szaloną decyzję ludzi, którzy bardzo chcieli zobaczyć film w odpowiedniej wersji językowej.
W tle pojawiła się jednak też jej własna opinia o produkcji.
Rusin przyznała, że film jest świetny, ale jednocześnie nie przesądziła, czy rzeczywiście zasługuje na miano największego dzieła kinematografii, jak określają go niektórzy.
To pokazuje, że nawet po tak dużym wysiłku związanym z seansem zachowała dystans.
Nie zachwyciła się bezkrytycznie tylko dlatego, że wyprawa była nietypowa.
Po seansie para miała okazję lepiej przyjrzeć się Singapurowi.
Rusin podzieliła się z fanami swoimi pierwszymi wrażeniami i nie ukrywała, że miasto zrobiło na niej ogromne wrażenie.
Po doświadczeniach z Malezji szczególnie mocno zauważyła różnicę w organizacji przestrzeni.
Singapur opisała jako miejsce zaplanowane z imponującą precyzją.
„Wrażenia? Jest efekt WOW! Po chaosie Malezji w Singapurze czuć plan. Wszystko jest tu idealnie zaprojektowane: ulice, arterie, place, biurowce, apartamentowce, muzea, hale sportowe i widowiskowe oraz centra handlowe (najpiękniejsze jakie w życiu widziałam) – wszystko wkomponowane w obłędną zieleń” — napisała.
To wyznanie dobrze oddaje sposób, w jaki Rusin opowiada o podróżach.
Nie ogranicza się do prostych zachwytów nad widokami.
Zwraca uwagę na układ miasta, architekturę, zieleń, funkcjonowanie przestrzeni i kontrasty między miejscami, które odwiedza.
Singapur zachwycił ją porządkiem, rozmachem i wrażeniem potęgi.
Po Malezji, którą nazwała chaotyczną, miasto-państwo wydało jej się przestrzenią zbudowaną według wyraźnego planu.
Rusin zwróciła uwagę na ulice, arterie, place, biurowce, apartamentowce, muzea, hale sportowe i widowiskowe oraz centra handlowe.
Szczególnie te ostatnie zrobiły na niej ogromne wrażenie.
Nazwala je najpiękniejszymi, jakie widziała w życiu.
Jednocześnie podkreśliła, że wszystko jest tam połączone z bujną zielenią.
To właśnie zestawienie nowoczesności, skali i przyrody najwyraźniej najmocniej ją uderzyło.
Nie oznacza to jednak, że Singapur pokazał jej wyłącznie idealną stronę.
Rusin szybko wspomniała również o temperaturze i wilgotności, które mocno utrudniają codzienne funkcjonowanie.
„Zdecydowanie czuć tu potęgę. Czuć też temperaturę i wilgotność, które nie dają normalnie funkcjonować nawet w nocy, ale niektórzy twierdzą, że można się przyzwyczaić” — podsumowała.
To kolejny przykład tego, że była dziennikarka nie tworzy wyłącznie pocztówkowej relacji z podróży.
Potrafi zachwycić się miejscem, ale też zaznaczyć, co może być trudne.
Singapur zachwycił ją efektem „WOW”, perfekcyjnym planem i obłędną zielenią, ale klimat okazał się wyzwaniem.
Temperatura i wilgotność były na tyle dokuczliwe, że według niej nie dają normalnie funkcjonować nawet nocą.
Mimo to z tonu jej relacji jasno wynika, że nie żałuje tej wyprawy.
Wręcz przeciwnie, cały wyskok z Malezji do Singapuru opisała z radością i ekscytacją.
To idealnie wpisuje się w sposób życia, który Rusin i Kujawa pokazują od dłuższego czasu.
Nie chodzi tylko o odwiedzanie popularnych miejsc.
Chodzi o intensywne korzystanie z możliwości, spontaniczne decyzje i układanie podróży według własnych zachcianek.
Dla jednych taka wyprawa do kina w innym kraju może brzmieć jak przesada.

Dla innych — jak spełnienie marzenia o wolności, w której można z dnia na dzień zmienić plan, jeśli pojawi się dobry powód.
Rusin sama nazwała ich „szalonymi”, ale w tym określeniu było więcej dumy niż zakłopotania.
Po odejściu z telewizji była dziennikarka coraz częściej pokazuje, że nie tęskni za dawnym rytmem pracy.
Jej życie wypełniają podróże, firma prowadzona z Markiem, zdjęcia z kolejnych miejsc i obserwacje, którymi chętnie dzieli się z fanami.
Czasem odpowiada na złośliwości, czasem pokazuje spektakularne widoki, a czasem opowiada o kinowym wypadzie między krajami.
W każdym przypadku pozostaje wierna swojemu stylowi.
Pisze emocjonalnie, obrazowo i bez większej potrzeby tłumaczenia się z tego, jak żyje.
Jeśli ktoś pyta o pieniądze, odpowiada jasno.
Jeśli coś ją zachwyca, mówi o efekcie „WOW”.
Jeśli coś ją męczy, nie ukrywa tego.
A jeśli chce obejrzeć „Odyseję” Christophera Nolana z angielskimi napisami, potrafi skoczyć po to z Malezji do Singapuru.
Ta historia pokazuje, że podróżnicze życie Rusin i Kujawy nie jest tylko spokojnym zwiedzaniem od punktu do punktu.
To ciąg decyzji, które czasem wyglądają jak scenariusz dla ludzi naprawdę spragnionych wrażeń.
Singapur okazał się dla nich nie tylko miejscem seansu, ale też kolejnym punktem na mapie mocnych doświadczeń.
Kinga Rusin wróciła z niego z opinią o filmie, zachwytem nad miastem i obserwacją dotyczącą klimatu, który potrafi dać się we znaki.
Dla fanów to kolejna relacja z życia, które wielu obserwuje z mieszaniną ciekawości, podziwu i niedowierzania.

Bo niewiele osób może powiedzieć, że poleciało do innego kraju tylko po to, by obejrzeć film w odpowiedniej wersji językowej.
Kinga Rusin i Marek Kujawa właśnie tak zrobili.
I wygląda na to, że ani przez chwilę tego nie żałowali.
