Joanna Jabłczyńska nie chce wojny z Agnieszką Żulewską. Marzy o jednej spokojnej rozmowie

Afera wokół kontynuacji „Nigdy w życiu!” nadal wywołuje wielkie emocje, ale Joanna Jabłczyńska kolejny raz podkreśla, że jej żal nie jest skierowany do Agnieszki Żulewskiej. Aktorka, która w pierwszym filmie zagrała Tosię, nie ukrywa rozczarowania sposobem działania produkcji, ale swoją następczynię w tej roli ocenia z ogromnym szacunkiem. Co więcej, przyznaje, że chciałaby kiedyś spokojnie z nią porozmawiać, choć wie, że Żulewska mogłaby nie mieć na to ochoty.

Zamieszanie wokół nowej części „Nigdy w życiu!” rozrosło się do rozmiarów, których prawdopodobnie nikt na początku się nie spodziewał.

Chodzi o film „A właśnie, że tak. Nigdy w życiu! 20 lat później”, czyli kontynuację historii, którą wielu widzów doskonale pamięta z 2004 roku.

W oryginalnej ekranizacji Joanna Jabłczyńska wcieliła się w Tosię, córkę Judyty.

Dla publiczności była jedną z twarzy tamtego filmu.

Dlatego gdy wyszło na jaw, że w nowej produkcji nie wróci do dawnej roli, w sieci natychmiast zawrzało.

Jabłczyńska otwarcie mówiła o swoim rozczarowaniu.

Podkreślała, że najbardziej zabolał ją sposób, w jaki cała sprawa została poprowadzona.

Aktorka twierdziła, że nie została poinformowana o konieczności udziału w castingu.

Sugerowała też, że wybór nowej odtwórczyni Tosi mógł mieć związek z kwestiami finansowymi.

Jej wypowiedzi szybko wywołały lawinę komentarzy.

Twórcy nowej ekranizacji, w tym Katarzyna Grochola, przedstawiali jednak inną wersję.

Przekonywali, że rola córki Judyty trafiła do osoby, która najlepiej wypadła podczas castingu.

Potem stało się jasne, że nową Tosię zagra Agnieszka Żulewska.

I choć sama Żulewska nie zabrała publicznie głosu w tej sprawie, znalazła się w samym centrum internetowego napięcia.

Na aktorkę spadła fala krytycznych komentarzy, mimo że Joanna Jabłczyńska od początku starała się podkreślać, że nie ma do niej pretensji.

To właśnie ten punkt Jabłczyńska zaznacza teraz najmocniej.

Nie chce, by jej słowa były używane przeciwko Żulewskiej.

Nie chce, by całe zamieszanie zostało sprowadzone do konfliktu między dwiema aktorkami.

Według niej problem dotyczy sposobu działania produkcji, a nie osoby, która dostała rolę.

Jabłczyńska powiedziała wprost, że szanuje Agnieszkę Żulewską i docenia jej talent.

„Powiedziałam prawdę i zostały dodane rzeczy, których nigdy nie pomyślałam ani nie powiedziałam. Kompletnie to nie powinno dotyczyć Agnieszki Żulewskiej, która jest wspaniałą osobą. Ze swojego punktu widzenia mogę powiedzieć, że jest bardzo dobrą, a nawet wybitną aktorką młodego pokolenia. Bardzo trzymam za nią kciuki” — powiedziała Joanna Jabłczyńska w rozmowie z „Pudelkiem”.

Te słowa są bardzo ważne, bo jasno rozdzielają dwie sprawy.

Jabłczyńska nadal uważa, że została potraktowana niewłaściwie.

Nadal nie wycofuje się ze swoich zastrzeżeń wobec kulis obsadzenia roli Tosi.

Ale nie przenosi tego żalu na Agnieszkę Żulewską.

Wręcz przeciwnie.

Mówi o niej z dużym uznaniem.

Nazywa ją wspaniałą osobą i bardzo dobrą, a nawet wybitną aktorką młodego pokolenia.

To nie brzmi jak wypowiedź osoby, która chce zaostrzać konflikt z koleżanką z branży.

To raczej próba zatrzymania internetowej spirali, w której jedna aktorka została przeciwstawiona drugiej.

Jabłczyńska wyraźnie nie chce takiej narracji.

Jej zdaniem Żulewska nie powinna ponosić kosztów afery, która narodziła się wokół decyzji produkcyjnych.

To szczególnie istotne, bo w mediach społecznościowych podobne sprawy bardzo szybko wymykają się spod kontroli.

Widzowie wybierają strony.

Komentarze stają się coraz ostrzejsze.

Pojawiają się interpretacje, których osoby zainteresowane nigdy nie wypowiedziały.

Jabłczyńska przyznaje, że właśnie to ją dotknęło.

Powiedziała swoją prawdę, ale potem do jej wypowiedzi zaczęto dopisywać rzeczy, których nie miała na myśli.

W efekcie krytyka uderzyła także w Agnieszkę Żulewską.

A tego Jabłczyńska nie chciała.

Aktorka podkreśla, że nie zamierza konfliktować się z ludźmi z branży.

Jej publiczne wystąpienie wynikało z poczucia przykrości i rozczarowania.

Nie z chęci ataku na inną aktorkę.

Nie z zazdrości o rolę.

Nie z potrzeby osobistej wojny.

Wciąż stoi na stanowisku, że sposób potraktowania jej przez produkcję był niewłaściwy, ale jednocześnie stara się chronić Żulewską przed niesprawiedliwym odbiorem.

Co więcej, Joanna Jabłczyńska przyznała, że chciałaby kiedyś porozmawiać z Agnieszką Żulewską osobiście.

Nie przed kamerami.

Nie w komentarzach.

Nie przez media.

Po prostu spokojnie.

Tak, żeby wyjaśnić, że jej słowa nie były wymierzone w aktorkę, która przejęła rolę Tosi.

Jednocześnie Jabłczyńska zdaje sobie sprawę, że taka rozmowa mogłaby być dla Żulewskiej trudna.

„Myślę, że jest to moje takie marzenie [żeby z nią porozmawiać – przypis. red], ale możliwe, że ona by po prostu nie chciała. Życzę jej jak najlepiej. Mam nadzieję, że zrobi jeszcze ogromną karierę i będziemy mogli ją zobaczyć jeszcze w niejednej produkcji, bo każda rola, którą do tej pory stworzyła, była moim zdaniem wybitna” — podsumowała Jabłczyńska.

To wyznanie pokazuje bardzo delikatny wymiar całej sprawy.

Jabłczyńska chce rozmowy, ale niczego nie narzuca.

Rozumie, że Agnieszka Żulewska może nie mieć ochoty na spotkanie.

Może czuć się niezręcznie.

Może być zmęczona zamieszaniem, które powstało wokół jej nazwiska.

Może nie chcieć wracać do tematu, w którym sama została postawiona w trudnej sytuacji, choć nie wypowiadała się publicznie.

Jabłczyńska to dostrzega.

Mimo to mówi o swoim marzeniu.

Chciałaby usiąść i porozmawiać spokojnie.

Być może po to, by zdjąć z tej historii niepotrzebne napięcie.

Być może po to, by osobiście powiedzieć Żulewskiej, że nie ma do niej żalu.

Być może po to, by zamknąć temat między nimi jako aktorkami, zanim internet zrobi z niego konflikt na lata.

W jej słowach nie ma ataku.

Jest raczej próba odzyskania kontroli nad własną intencją.

Jabłczyńska chce jasno powiedzieć: moim problemem nie jest Agnieszka Żulewska.

Problemem jest sposób, w jaki ja zostałam potraktowana.

To ważne rozróżnienie, bo w aferze wokół „Nigdy w życiu!” bardzo łatwo wszystko wymieszać.

Joanna Jabłczyńska była dawną Tosią.

Agnieszka Żulewska została nową Tosią.

Produkcja mówi o castingu.

Jabłczyńska mówi o braku właściwej komunikacji.

Fani pamiętają pierwszą część i mają swoje emocje.

Katarzyna Grochola oraz osoby związane z projektem tłumaczą decyzje po swojemu.

A gdzieś pośrodku znalazły się dwie aktorki, które same nie musiały chcieć żadnej wojny.

Jabłczyńska bardzo wyraźnie stara się nie dopuścić do tego, by Żulewska została obsadzona w roli przeciwniczki.

Podkreśla jej talent.

Życzy jej kariery.

Mówi, że każda rola, którą stworzyła, była jej zdaniem wybitna.

To bardzo mocne słowa uznania.

Zwłaszcza w sytuacji, gdy wiele osób spodziewałoby się raczej chłodu albo dystansu.

Jabłczyńska wybiera inny ton.

Nie ukrywa własnego bólu, ale jednocześnie oddziela go od oceny zawodowej koleżanki.

W ten sposób pokazuje, że można mówić o przykrości bez niszczenia drugiej osoby.

Afera wokół kontynuacji „Nigdy w życiu!” stała się tak głośna właśnie dlatego, że dotknęła sentymentu widzów.

Dla wielu osób Tosia miała twarz Joanny Jabłczyńskiej.

Film z 2004 roku był ważną częścią popkulturowych wspomnień.

Kiedy po latach powstaje kontynuacja, publiczność naturalnie oczekuje powrotu znanych bohaterów i aktorów.

Jeśli pojawia się zmiana, wymaga ona wyjątkowo ostrożnej komunikacji.

Tymczasem w tym przypadku widzowie najpierw zobaczyli konflikt, emocje i wzajemne wypowiedzi.

To sprawiło, że rozmowa o samym filmie została częściowo przykryta sporem o obsadę.

Joanna Jabłczyńska wielokrotnie mówiła, że nie chodzi jej o atakowanie kogokolwiek z obsady.

Chodzi o kulisy.

O sposób poinformowania.

O to, że miała poczuć się pominięta albo źle potraktowana.

I właśnie dlatego tak mocno podkreśla szacunek do Agnieszki Żulewskiej.

Bo krytyka procesu nie musi oznaczać krytyki osoby, która ostatecznie dostała rolę.

To niuans, który w internetowej awanturze często ginie.

Ludzie lubią proste podziały.

Jedna aktorka kontra druga.

Stara Tosia kontra nowa Tosia.

Pokrzywdzona kontra wybrana.

Jabłczyńska wyraźnie nie chce takiego scenariusza.

Jej wypowiedzi pokazują, że bardziej zależy jej na prawdzie o tym, jak się poczuła, niż na tworzeniu branżowego konfliktu.

Dlatego jej marzenie o rozmowie z Żulewską brzmi tak znacząco.

To nie jest apel o publiczny pojedynek.

To nie jest prośba o konfrontację przed kamerami.

To raczej pragnienie zwykłej, ludzkiej rozmowy, w której można byłoby odłożyć medialny hałas i powiedzieć sobie kilka rzeczy bez pośredników.

Czy do takiego spotkania kiedyś dojdzie?

Tego nie wiadomo.

Sama Jabłczyńska przyznaje, że Agnieszka Żulewska mogłaby tego nie chcieć.

I trudno się dziwić, jeśli miałaby wątpliwości.

W końcu znalazła się w centrum afery, której nie wywołała własną wypowiedzią.

Zagrała rolę, którą przyjęła w ramach procesu obsadowego.

A potem stała się celem komentarzy części internautów.

Z jej perspektywy rozmowa z Jabłczyńską mogłaby być trudna emocjonalnie.

Mogłaby też znów przyciągnąć uwagę mediów.

Dlatego ostrożność jest zrozumiała.

Jabłczyńska jednak mówi o tym z wyczuciem.

Nie żąda spotkania.

Nie stawia warunków.

Nie mówi: ona powinna ze mną porozmawiać.

Mówi raczej: chciałabym, ale rozumiem, że mogłaby nie chcieć.

To bardzo ważna różnica.

W całej sprawie nadal pozostaje jednak jej żal do produkcji.

Aktorka nie zmieniła zdania na temat tego, jak została potraktowana.

Nie wycofuje się z opinii, że coś poszło nie tak.

Nie udaje, że afera nie miała podstaw.

Po prostu konsekwentnie wyjaśnia, do kogo ten żal jest skierowany.

Nie do Żulewskiej.

To właśnie ta granica jest dziś dla niej najważniejsza.

Jabłczyńska chce, by ludzie przestali dopisywać do jej słów rzeczy, których nigdy nie pomyślała ani nie powiedziała.

Chce, by krytyka nie uderzała w aktorkę, którą sama wysoko ceni.

Chce, by możliwe było jednoczesne powiedzenie: zostałam źle potraktowana i życzę mojej następczyni wszystkiego najlepszego.

To dojrzałe, ale w realiach internetowego sporu trudne do utrzymania.

Zwłaszcza gdy temat dotyczy popularnego filmu, nostalgii i emocji fanów.

Agnieszka Żulewska milczy publicznie, więc jej stanowisko nie jest znane.

To również powoduje, że część komentarzy opiera się na domysłach.

Tym bardziej znaczące jest to, że Jabłczyńska nie próbuje mówić za nią.

Nie zakłada, że Żulewska powinna się tłumaczyć.

Nie wyciąga wobec niej pretensji.

Mówi tylko, że chciałaby kiedyś porozmawiać, jeśli byłoby to możliwe.

Jednocześnie ponownie chwali jej dorobek.

Stwierdza, że każda rola Żulewskiej była jej zdaniem wybitna.

Życzy jej jeszcze większej kariery.

To wyjątkowo ciepłe słowa w sytuacji, która mogłaby rodzić napięcie.

Można odnieść wrażenie, że Jabłczyńska próbuje nie tylko opowiedzieć własną wersję, ale też naprawić szkody uboczne afery.

Bo krytyka, która spadła na Żulewską, była dla niej przykra.

Aktorka nie chce, by jej własna prawda stała się narzędziem do ranienia kogoś innego.

To właśnie dlatego jej wypowiedź ma tak mocny emocjonalny ton.

Z jednej strony jest w niej żal.

Z drugiej — szacunek.

Z jednej strony poczucie niesprawiedliwości.

Z drugiej — troska o osobę, która znalazła się w trudnym położeniu.

To nie jest prosta historia o walce o rolę.

To historia o tym, jak skomplikowane mogą być kulisy kontynuacji kultowego tytułu.

Jak szybko zawodowa decyzja może przerodzić się w publiczną aferę.

Jak łatwo fani mogą przenieść emocje na osobę, która wcale nie była autorką kontrowersyjnej decyzji.

I jak trudno potem wyprostować własne intencje.

Joanna Jabłczyńska próbuje to zrobić.

Mówi jasno, że Agnieszka Żulewska jest wspaniałą osobą i wybitną aktorką.

Mówi, że trzyma za nią kciuki.

Mówi, że chciałaby z nią kiedyś porozmawiać.

Mówi też, że rozumie, jeśli Żulewska nie będzie chciała takiego spotkania.

W tej wypowiedzi jest dużo ostrożności, ale też dużo klasy.

Bo zamiast podgrzewać konflikt, Jabłczyńska próbuje go rozdzielić na fakty i emocje.

Fakt: nie wróciła do roli Tosi.

Fakt: rola trafiła do Agnieszki Żulewskiej.

Fakt: czuła się źle z powodu sposobu działania produkcji.

Emocja: żal i przykrość.

Ale jednocześnie wyraźna deklaracja: nie mam żalu do Agnieszki.

Właśnie ten przekaz może być najważniejszy dla dalszego odbioru całej afery.

Jeśli widzowie naprawdę słuchają tego, co mówi Jabłczyńska, nie powinni kierować złości w stronę Żulewskiej.

Aktorka sama prosi, by tego nie robić.

Nie wprost, ale poprzez swoje słowa uznania i wsparcia.

Nadal można dyskutować o decyzjach produkcji.

Nadal można mieć opinię na temat zmiany obsady.

Nadal można zastanawiać się, czy Joanna Jabłczyńska powinna dostać szansę powrotu.

Ale atakowanie Agnieszki Żulewskiej nie wynika z intencji Jabłczyńskiej.

Ona sama podkreśla, że życzy jej jak najlepiej.

To bardzo istotne, bo w sporach medialnych intencje często giną najszybciej.

Zostają tylko nagłówki, skróty i emocje.

A tutaj aktorka próbuje powiedzieć pełniej: boli mnie to, co się wydarzyło, ale nie chcę, by ktokolwiek robił z tego wojnę między mną a Agnieszką.

Być może właśnie dlatego mówi o marzeniu rozmowy w spokoju.

Taka rozmowa mogłaby zamknąć między nimi temat, nawet jeśli publiczny spór jeszcze długo będzie wracał.

Mogłaby pozwolić im spojrzeć na siebie bez komentarzy internautów i medialnych interpretacji.

Mogłaby też pokazać, że dwie aktorki nie muszą stać po przeciwnych stronach tylko dlatego, że jedna grała rolę kiedyś, a druga gra ją teraz.

Na razie jednak pozostaje tylko deklaracja.

Joanna Jabłczyńska chce rozmowy.

Agnieszka Żulewska milczy.

Produkcja idzie dalej.

A internet nadal komentuje.

Jedno jest pewne: Jabłczyńska stara się jasno postawić granicę.

Jej spór nie jest sporem z Agnieszką Żulewską.

Jej żal nie dotyczy talentu następczyni.

Jej słowa nie miały być wymierzone w aktorkę, którą naprawdę ceni.

To bardzo ważne doprecyzowanie po tygodniach medialnego hałasu.

A czy kiedyś dojdzie do spokojnej rozmowy obu aktorek?

Tego nie wiadomo.

Ale sama gotowość Jabłczyńskiej pokazuje, że mimo przykrości nie chce zamykać tej historii w gniewie.

Chce raczej, by ktoś w końcu zrozumiał, gdzie naprawdę leży jej ból.

I by Agnieszka Żulewska nie musiała płacić za decyzje, których publiczność nie potrafi wybaczyć produkcji.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com