Serialowa „Lalka” wywołała w Polsce prawdziwą burzę. Produkcja Pawła Maślony dla Netfliksa jest jedną z najgoręcej komentowanych premier ostatnich dni i choć cieszy się ogromną oglądalnością, opinie widzów oraz ludzi kultury są mocno podzielone. Po krytycznych słowach Daniela Olbrychskiego, Jana Englerta, Pauliny Młynarskiej i Doroty Zawadzkiej głos zabrała Grażyna Szapołowska. Aktorka nie tylko broni nowej adaptacji, ale wprost przyznaje, że jest nią zachwycona.
Wokół „Lalki” znów zrobiło się głośno.
Klasyczna powieść Bolesława Prusa wróciła do centrum publicznej dyskusji za sprawą dwóch nowych ekranizacji.
Jedna z nich trafiła na Netfliksa i od razu wywołała ogromne poruszenie.

Druga ma pojawić się w kinach 30 września.
Taki zbieg premier sprawił, że o „Lalce” mówią dziś niemal wszyscy.
Jedni czekają na kolejne interpretacje z ciekawością.
Inni pytają, czy tak intensywny powrót do tej samej historii nie jest przesadą.
Największe emocje budzi jednak serialowa wersja Pawła Maślony.
Produkcja ma wielu widzów i znajduje się na szczycie najchętniej oglądanych tytułów, ale popularność nie oznacza jednomyślnego zachwytu.
Wręcz przeciwnie.
Serial mocno podzielił publiczność.
Dla jednych to odważna próba przeniesienia klasyki w bardziej współczesny język.
Dla innych — zbyt dalekie odejście od ducha Prusa.
Na temat nowej „Lalki” wypowiedziało się już wiele znanych osób.
Głos zabierali między innymi Jan Englert, Paulina Młynarska i Dorota Zawadzka.
Ich opinie nie były szczególnie przychylne.
Najostrzej produkcję ocenił jednak Daniel Olbrychski.
Aktor nie ukrywał rozczarowania tym, co zobaczył na ekranie.
„Pan Maślona ze wspaniałego materiału, jakim jest Prus, a nawet interesującej adaptacji, luźnej dosyć, zrobił kicz filmowy” — mówił ostro.
Te słowa natychmiast dołączyły do gorącej debaty o tym, jak daleko można posuwać się w reinterpretowaniu literackiego klasyka.
Olbrychski należy do grona tych, którzy widzą w serialu zmarnowaną szansę.
Według niego sama swoboda adaptacyjna nie musiałaby być problemem, gdyby opowieść została poprowadzona z większą pokorą i wyczuciem.
Tymczasem produkcja Maślony, zamiast zamknąć dyskusję, jeszcze bardziej ją rozpaliła.
Właśnie w tym momencie swoje zdanie przedstawiła Grażyna Szapołowska.
I jej stanowisko jest zupełnie inne.
Aktorka nie przyłączyła się do krytyków.
Nie próbowała dystansować się od serialu.
Przeciwnie — powiedziała wprost, że nowa „Lalka” zrobiła na niej bardzo duże wrażenie.

Szapołowska obejrzała produkcję Netfliksa dwukrotnie.
To samo w sobie pokazuje, że serial ją wciągnął.
Nie skończyło się na przypadkowym seansie ani szybkim sprawdzeniu kilku odcinków.
Aktorka wróciła do tej historii od razu po raz drugi.
A po obejrzeniu nie szczędziła pochwał reżyserowi Pawłowi Maślonie i całej obsadzie.
„Ostatnio widziałam „Lalkę” na Netfliksie. Paweł Maślona jest genialny. Mogę mu kawę podawać na planie zdjęciowym. Wszyscy aktorzy wspaniali” — powiedziała Grażyna Szapołowska.
To bardzo mocna deklaracja.
Szczególnie że pada w czasie, gdy wokół serialu trwa tak ostra wymiana zdań.
Szapołowska nie tylko broni Maślony, ale stawia go bardzo wysoko.
Sformułowanie o podawaniu kawy na planie brzmi jak żart, ale jednocześnie jest wyraźnym gestem uznania.
Aktorka pokazuje w ten sposób, że naprawdę docenia jego pracę.
W jej ocenie reżyser nie zniszczył Prusa, lecz znalazł sposób, by opowiedzieć „Lalkę” językiem bardziej zrozumiałym dla współczesnych odbiorców.
To właśnie unowocześnienie uważa za jedną z największych zalet serialu.
Według niej przeniesienie wybranych napięć i tematów w stronę dzisiejszych problemów sprawia, że młodzi widzowie mogą łatwiej odczytać sens tej historii.
Nie chodzi więc wyłącznie o kostium, dekoracje czy zmianę tonu.
Dla Szapołowskiej najważniejsze jest to, że klasyka może przemówić do nowego pokolenia.
„Wspaniały pomysł przeniesienia do współczesności tego, co nęka dzisiejszą młodzież i społeczeństwo. Jestem zachwycona. Ten serial oglądałam dwa razy z rzędu” — dodała aktorka.
Te słowa jasno pokazują, po której stronie sporu stoi.
Szapołowska widzi w serialu nie profanację, ale żywą adaptację.
Taką, która bierze znany materiał literacki i próbuje odnaleźć w nim aktualne emocje.
Dla części widzów właśnie to jest największym problemem.
Dla niej — największą wartością.
W tej różnicy widać sedno całej dyskusji o nowej „Lalce”.
Czy klasykę należy chronić przed zbyt odważnymi zmianami?
Czy przeciwnie — trzeba ją stale czytać na nowo, nawet jeśli oznacza to ostre reakcje publiczności?
Szapołowska wyraźnie opowiada się za drugim podejściem.
Jej zdaniem warto tworzyć kolejne adaptacje, o ile powstaje z tego dobre kino.
Nie przeszkadza jej nawet fakt, że w bardzo krótkim czasie widzowie dostają dwie wersje tej samej powieści.
Już 30 września do kin trafi kolejna produkcja oparta na dziele Prusa.
Pytanie, czy to nie za dużo, pojawia się naturalnie.
Szapołowska nie widzi jednak w tym problemu.
Wręcz przeciwnie.
Uważa, że takich prób może być więcej.
„Może powstać trzecia i czwarta „Lalka”. Ważne, żeby takie świetne kino powstawało. Żeby młodzież uczyła się klasycznego języka” — stwierdziła.
To zdanie jest ważne, bo pokazuje, że aktorka patrzy na adaptacje nie jak na zagrożenie dla literatury, ale jak na szansę.
Im więcej rozmów o Prusie, tym większa możliwość, że młodzi ludzie sięgną po klasykę albo przynajmniej zaczną się nią interesować.
Nawet jeśli serial dzieli publiczność, to sprawia, że „Lalka” znów jest tematem dnia.
A to w przypadku literatury szkolnej i kanonicznej nie zdarza się codziennie.
Szapołowska zdaje się mówić: nie bójmy się kolejnych wersji, jeśli dzięki nim klasyka żyje.

Dla niej problemem nie jest liczba adaptacji.
Problemem byłoby raczej to, gdyby nikt nie chciał już wracać do tak ważnych tekstów.
Tymczasem „Lalka” wraca z ogromną siłą.
Najpierw jako serial Netfliksa.
Za chwilę jako film kinowy.
A przy okazji jako temat sporów, recenzji, wywiadów i komentarzy.
Nie wszystkim się to podoba, ale trudno zaprzeczyć, że powieść Prusa znów znalazła się w centrum uwagi.
Grażyna Szapołowska wyraźnie cieszy się z tego powrotu.
Jej zachwyt serialem jest tym bardziej interesujący, że kontrastuje z ostrymi ocenami innych znanych osób.
Po jednej stronie stoją krytycy, którzy zarzucają Maślonie zbyt daleko idącą swobodę, estetyczny nadmiar albo odejście od ducha oryginału.
Po drugiej — Szapołowska, która uważa, że reżyser wykonał świetną pracę i stworzył coś aktualnego.
Ten podział pokazuje, że nowa „Lalka” nie jest produkcją obojętną.
Nie przechodzi bez śladu.
Nie trafia do widzów jako bezpieczna, szkolna adaptacja do wspólnego odhaczenia.
Wywołuje emocje.
Zmusza do zajęcia stanowiska.
Każe zapytać, czym dziś może być ekranizacja literackiego klasyka.
Dla jednych odpowiedź brzmi: powinna zachować szacunek do pierwowzoru i nie rozbijać jego sensu.
Dla innych: musi mówić językiem współczesności, inaczej stanie się martwą ilustracją znanej lektury.
Grażyna Szapołowska w tej debacie nie kluczy.
Jest zachwycona.
Oglądała serial dwa razy z rzędu.
Chwali Maślonę.
Chwali aktorów.
I uważa, że podobnych adaptacji może powstać jeszcze więcej.
To stanowisko może wywołać kolejną falę komentarzy.
Zwłaszcza że nazwisko Szapołowskiej w polskim kinie ma duże znaczenie.
Jej opinia nie jest przypadkowym głosem anonimowego widza.
To ocena aktorki z ogromnym doświadczeniem, która dobrze zna świat filmu, planu zdjęciowego i pracy z reżyserami.
Kiedy mówi, że Maślona jest genialny, robi to z pozycji osoby, która rozumie, jak trudne bywa przeniesienie literatury na ekran.
Oczywiście nie oznacza to, że jej zachwyt zakończy spór.
Wręcz przeciwnie.
Może go jeszcze mocniej podkręcić.
Krytycy serialu zapewne pozostaną przy swoim.
Obrońcy produkcji dostali natomiast bardzo mocny argument: słowa Grażyny Szapołowskiej.
Aktorka pokazała, że nowa „Lalka” może zachwycić nawet tych, którzy doskonale znają wagę klasyki i historię polskiego kina.
W centrum całej sprawy nadal pozostaje Paweł Maślona.
Dla Daniela Olbrychskiego — twórca, który ze znakomitego materiału zrobił „kicz filmowy”.
Dla Grażyny Szapołowskiej — reżyser genialny, któremu mogłaby podawać kawę na planie.
Trudno o większy kontrast.
I właśnie dlatego debata wokół „Lalki” jest tak gorąca.
Ten sam serial dla jednych jest przykładem odważnego, świeżego myślenia.
Dla innych dowodem, że klasykę potraktowano zbyt swobodnie.
Widzowie muszą sami zdecydować, która opinia jest im bliższa.
Jedno jest pewne: serialowa „Lalka” już osiągnęła coś, czego nie udaje się wielu produkcjom.
Stała się wydarzeniem.
Nie tylko tytułem do obejrzenia wieczorem.
Nie tylko kolejną adaptacją znanej powieści.
Stała się tematem narodowej kłótni o klasykę, współczesność, młodych widzów i granice reżyserskiej wolności.
A teraz do tej kłótni dołączyła Grażyna Szapołowska z bardzo jasnym komunikatem.
Jest po stronie serialu.
Jest po stronie Maślony.
Jest po stronie kolejnych ekranizacji, jeśli dzięki nim powstaje dobre kino i młodzież może zetknąć się z klasycznym językiem.
Dla jednych jej słowa będą zaskoczeniem.
Dla innych — ulgą po serii krytycznych opinii.
Dla samego serialu to z pewnością ważne wsparcie.

Bo po tak mocnych zarzutach Olbrychskiego pochwała Szapołowskiej brzmi jak odpowiedź z zupełnie innego bieguna.
Czy przekona niezdecydowanych?
Tego nie wiadomo.
Ale z pewnością sprawi, że rozmowa o „Lalce” jeszcze szybko się nie skończy.
A skoro za chwilę do kin wejdzie kolejna adaptacja, temperatura sporu może tylko wzrosnąć.
