Małgorzata Rożniatowska po śmierci męża zmieniła codzienność. „Robię w domu tylko to, co niezbędne”

Małgorzata Rożniatowska od lat nie schodzi z zawodowego toru. Choć już dawno osiągnęła wiek emerytalny, wciąż pracuje intensywnie i nie ukrywa, że właśnie aktywność daje jej siłę. Prywatnie jednak po śmierci ukochanego męża wiele rzeczy przestało mieć dla niej dawne znaczenie.

Aktorka przyznaje, że im jest starsza, tym więcej ma pracy, i wcale nie uważa tego za problem. Przeciwnie, cieszy ją, że wciąż dostaje propozycje, może próbować nowych rzeczy i nie musi uciekać przed zawodowym ryzykiem.

„Im więcej mam lat, tym więcej mam pracy. I to jest cudowne. Od pewnego czasu nie odmawiam, nie odrzucam ofert. Jestem ciekawa nowych propozycji, nie uciekam przed nieznanym. Wiele razy przekonałam się, że ryzyko się opłaca” — mówiła.

Kiedyś jej życie wyglądało jednak inaczej. Gdy żył jej mąż, aktor Adam Marszalik, Małgorzata Rożniatowska dużą część wolnego czasu poświęcała domowi. Sama dziś przyznaje, że była w tym naprawdę świetna.

„Byłam wybitną, nie wstydzę się tego słowa, gospodynią domową. Prałam, sprzątałam, prasowałam” — wspominała.

Po latach mówi jednak wprost, że po śmierci męża straciła zainteresowanie taką codzienną perfekcją. Dziś patrzy na dom zupełnie inaczej.

„Dziś, wstyd się przyznać, kompletnie straciłam tym zainteresowanie” — stwierdziła.

Jej historia z Adamem Marszalikiem zaczęła się w Płocku. Po studiach aktorka trafiła do tamtejszego teatru, bo — jak wspominała — nigdzie indziej nie czekał na nią etat. Słyszała, że dla takich osób jak ona nie ma ról i że powinna poczekać, aż „nabierze warunków”.

„Nigdzie indziej nie było dla mnie etatu. Wszędzie słyszałam, że dla takich jak ja nie ma ról. Kazano mi czekać, aż nabiorę warunków” — opowiadała.

Adam Marszalik zanim poznał ją osobiście, zobaczył jej zdjęcie w kronice rocznika ze szkoły teatralnej. Zwrócił wtedy na nią uwagę, nie wiedząc jeszcze, że niedługo staną razem na jednej scenie.

Pod koniec 1974 roku dołączył do zespołu Teatru Płockiego. Dostał rolę w spektaklu „Cud mniemany czyli Krakowiacy i Górale”, w którym u jego boku miała zadebiutować 24-letnia Małgosia. Między nimi szybko pojawiła się bliskość.

Po kilku miesiącach znajomości oboje uznali, że są dla siebie stworzeni. Rożniatowska po latach wracała do tamtego okresu z ogromnym wzruszeniem.

„Tamten czas w Płocku to były najpiękniejsze chwile w moim życiu” — wyznała pół wieku później.

Po ślubie Małgorzata i Adam opuścili Płock i przenieśli się do Warszawy. Oboje dostali etaty w Teatrze na Targówku, ale początki w stolicy nie były łatwe. Kiedy urodziła się ich córka, rodzina musiała mierzyć się z poważnymi problemami finansowymi.

Teatralne pensje ledwo wystarczały na rachunki. Bywało tak trudno, że aktorka zastanawiała się, czy nie powinna całkowicie zmienić zawodu.

„Był taki czas, kiedy ani ja, ani mój mąż przez pół roku nie zarobiliśmy nawet grosza” — wyznała.

„Parę razy myślałam sobie: Rożniatowska, musisz się wziąć za jakąś inną robotę, bo w swoim zawodzie już nic nie zdziałasz” — opowiadała.

Początek lat 90. był dla nich czasem walki o przetrwanie. Oboje brali nawet najmniejsze epizody, by zarobić cokolwiek. Przełom przyszedł dopiero w 1998 roku, gdy do Rożniatowskiej, pracującej wtedy w Biurze Promocji i Informacji ZASP, zadzwoniła Małgorzata Zaliwska, druga reżyser serialu „Złotopolscy”.

„Powiedziała mi, że ma dla mnie rolę. To miał być mój kolejny epizod, ale widzowie polubili Kleczkowską, więc zostałam w serialu na 12 lat” — wspominała aktorka.

Rola w popularnej telenoweli zmieniła jej zawodową sytuację. Dzięki „Złotopolskim” mogła w końcu odetchnąć finansowo i przestać martwić się o każdy grosz.

Niestety, później rodzinę Marszalików dotknęły dramatyczne wydarzenia. W 2008 roku zginął ich zięć, podróżnik Grzegorz Kostyra, który stracił życie podczas wyprawy w Andy. Osierocił córeczkę, a tragedia mocno uderzyła w całą rodzinę.

Potem zaczął chorować Adam Marszalik. Zmarł 9 stycznia 2011 roku. Dla Małgorzaty Rożniatowskiej był to moment, po którym świat nagle stracił dawny kształt.

„Świat w jednej chwili zawalił mi się na głowę. Wszystko, co kiedyś sprawiało mi radość, nagle przestało mnie cieszyć” — mówiła po latach.

„Adam był miłością mojego życia, wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że go już nie ma. Nikt nigdy go nie zastąpi” — wyznała.

Aktorka nie ukrywa, że w najtrudniejszych chwilach ratowała ją praca. To ona pomagała jej nie zatrzymać się w bólu i dalej funkcjonować. Rożniatowska mówi wprost, że bez zawodowej aktywności byłoby jej znacznie trudniej.

„Byłabym nieszczęśliwa, gdybym nie mogła pracować” — stwierdziła.

Po stracie męża zmieniło się też jej podejście do codziennych obowiązków. Dawna perfekcyjna gospodyni ustąpiła miejsca kobiecie, która nie chce już tracić energii na rzeczy, które przestały być dla niej najważniejsze.

„W domu robię tylko to, co niezbędne. Ważne, żeby było czysto, a lodówka pełna” — przyznała.

Dziś Małgorzata Rożniatowska nadal jest aktywna zawodowo, a widzowie znają ją między innymi jako Kisielową z „M jak miłość”. Jednocześnie coraz odważniej mówi o przyszłości. Niedawno zdradziła, że poważnie rozważa przeprowadzkę do domu dla emerytowanych artystów w Skolimowie.

„To dobra wizja starości” — oceniła.

Jej słowa pokazują kobietę, która po wielkiej stracie musiała ułożyć życie na nowo. Nie udaje, że wszystko jest takie jak dawniej. Nie wróciła do dawnej domowej perfekcji, bo po odejściu męża zwyczajnie przestało jej na tym zależeć. Została praca, pamięć o miłości życia i prosta zasada: robić tylko to, co naprawdę potrzebne.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com