Magdalena Cielecka ma za sobą jedno z najbardziej wymagających doświadczeń zawodowych w swojej karierze. Aktorka przez 24 godziny nie schodziła ze sceny, mierząc się z niezwykłym performansem „The Second Woman”. Do końca miała nadzieję, że w tej wyjątkowej chwili pojawi się przy niej Bartosz Gelner. Tak się jednak nie stało.
Cielecka od kilku lat tworzy związek z młodszym od siebie aktorem. Choć para nie należy do tych, które regularnie opowiadają o prywatności, ich relacja od dawna budzi zainteresowanie mediów i fanów. Tym razem temat powrócił przy okazji niezwykle intensywnego projektu artystycznego.

Nieco ponad tydzień temu Magdalena Cielecka wystąpiła w polskiej odsłonie „The Second Woman”, jednego z najgłośniejszych projektów teatralnych ostatnich lat autorstwa Nat Randall i Anny Breckon. Performance został pokazany podczas Festiwalu Malta w Poznaniu.
Formuła była wyjątkowo wymagająca. Aktorka przez całą dobę odgrywała scenę rozstania ze 100 partnerami, którzy wcześniej zostali wybrani w castingu. Dla Cieleckiej było to doświadczenie daleko wykraczające poza zwykły spektakl.
W projekcie wzięło udział kilka znanych osób. Na scenie pojawił się między innymi Jacek Poniedziałek, bliski przyjaciel aktorki. Wśród uczestników zabrakło jednak osoby, której obecność miała dla niej szczególne znaczenie.
Bartosz Gelner nie stanął obok niej w tym teatralnym maratonie, choć charakter performance’u teoretycznie dawał mu taką możliwość. Cielecka do końca liczyła, że może jednak ją zaskoczy i pojawi się w Poznaniu.
Powód jego nieobecności był jednak zawodowy. Aktor pracował wtedy w Trójmieście na planie nowych odcinków serialu, w którym gra główną rolę. Co ciekawe, do obsady tej produkcji niedawno dołączyła również Magdalena Cielecka.
Aktorka zdradziła, że Gelner bardzo interesował się jej występem i mocno ją wspierał, nawet jeśli fizycznie nie mógł być obok. Na planie, na którym wtedy pracował, wszyscy mieli śledzić informacje o jej 24-godzinnym wyzwaniu.

„Był bardzo ciekawy, zresztą bardzo też wspierał. Był (…) wtedy na planie i opowiadał mi, że cały plan żył tym moim performance’em. (…) Jak kończył zdjęcia, to mówił: 'Magda właśnie zaczyna’. Pojechał do domu spać, wrócił rano na plan, mówił: 'Magda dalej gra’. Jak kończyli zdjęcia następnego dnia, 'Magda dalej gra’” — opowiadała Cielecka w cyklu „Prosto w oczy”.
Mimo świadomości, że partner ma obowiązki zawodowe, aktorka przyznała, że w jej głowie do końca pojawiała się myśl, że może wydarzy się coś nieoczekiwanego. Wyobrażała sobie moment, w którym odwraca się na scenie i nagle widzi właśnie jego.
Ta fantazja była dla niej tak silna, że sama nie wie, czy w takim momencie byłaby w stanie normalnie zagrać scenę. Reakcja mogłaby całkowicie wyjść poza zaplanowany przebieg performance’u.
„Myślałam, że wszystko się może wydarzyć. Wiem, że jest na planie, ale różnie to bywa, może czegoś nie wiem i miałam taki przebłysk fantazji, że gdybym się rzeczywiście odwróciła i zobaczyła jego, to jak bym zareagowała po tych wielu spotkaniach, być może właśnie na koniec, i nie wiem, bo to się nie wydarzyło. Ale wtedy w mojej głowie powstała myśl, że chyba bym po prostu skoczyła na niego (…). Nie wiem, czy byśmy w ogóle zagrali scenę” — wyznała.
Choć Gelner nie pojawił się na miejscu, jego rola w całej historii była większa, niż mogłoby się wydawać. To właśnie on miał mocno zachęcać Cielecką, by przyjęła to szalone wyzwanie.
Aktorka przyznała, że początkowo miała wątpliwości. Zastanawiała się, czy naprawdę potrzebuje takiego doświadczenia, czy ma na nie siłę i czy chce poświęcić się projektowi aż w tak ekstremalnej formie.
Gelner miał jednak widzieć w tym coś wyjątkowego. Według Cieleckiej sam lubi przedsięwzięcia, które wykraczają poza codzienny porządek i artystyczne przyzwyczajenia. Dlatego przekonywał ją, że warto spróbować.
„Bartek też lubi tego rodzaju wyzwania i takie przygody, które wykraczają poza nasz porządek i nasze przyzwyczajenia. Muszę powiedzieć, że to on mnie bardzo namawiał, kiedy miałam wątpliwości, czy to w ogóle robić, na zasadzie: '(…) No ciekawe, ale czy mi to jest do czegoś potrzebne i czy mi się tak po prostu po ludzku chce, i po co mi to’. (…) A on mi [mówił]: 'No coś ty, przecież to jest ekstra, przecież to jest szalone’. Był takim motorem, który mnie utwierdzał w tym, że to jest tego warte” — opowiadała.

Po wszystkim Cielecka musiała opowiedzieć partnerowi niemal cały przebieg wydarzenia. Jak sama przyznała, po powrocie do Warszawy nie skończyło się na zwykłej relacji. Musiała prawie odtworzyć przed nim to, co działo się na scenie.
„Wróciłam do domu do Warszawy i musiałam (…) Bartkowi to wszystko opowiedzieć, a nawet zagrać prawie wszystko” — zdradziła.
Ta historia pokazuje, że choć Gelnera zabrakło w najważniejszym momencie na scenie, był obecny w innym sensie. Wspierał Cielecką, śledził jej występ z planu zdjęciowego i wcześniej pomógł jej uwierzyć, że warto podjąć ryzyko.
Mimo to aktorka nie ukrywa, że gdzieś w środku liczyła na jego pojawienie się. W tak wyjątkowym projekcie obecność ukochanej osoby mogłaby stać się dla niej dodatkowym, bardzo osobistym przeżyciem.

Ostatecznie Bartosz Gelner nie dojechał do Poznania, a Magdalena Cielecka musiała przejść przez 24-godzinny performance bez niego u boku. Zostało jednak wsparcie, rozmowy i świadomość, że to właśnie on wcześniej pchnął ją w stronę jednego z najbardziej szalonych zawodowych doświadczeń.
