Ewa Kasprzyk zakończyła swoją przygodę z „Tańcem z gwiazdami”, a wokół jej miejsca przy jurorskim stole od razu zaczęły pojawiać się pytania. Jedną z osób, które mogłyby wzbudzić zainteresowanie widzów, jest Sebastian Fabijański. Aktor w ostatniej edycji programu dotarł aż do finału i zaskoczył wielu świetną formą. Teraz jasno powiedział, czy widziałby siebie w roli jurora.
Udział Sebastiana Fabijańskiego w 18. edycji „Tańca z gwiazdami” był dla widzów dużym zaskoczeniem. Aktor, który wcześniej nie był kojarzony z taneczną rywalizacją, szybko pokazał, że potrafi odnaleźć się na parkiecie.

Razem z Julią Suryś tworzył duet, który od pierwszych odcinków przyciągał uwagę jurorów i publiczności. Fabijański zdobywał wysokie noty, robił wyraźne postępy i z każdym tygodniem coraz mocniej udowadniał, że traktuje program bardzo poważnie.
Ostatecznie aktor dotarł aż do wielkiego finału. Kryształowa Kula trafiła jednak do Gamou Falla i Hanny Żudziewicz. Mimo braku zwycięstwa Fabijański nie ukrywał, że udział w show był dla niego czymś znacznie większym niż tylko telewizyjną przygodą.
W rozmowie z „Faktem” przyznał, że program pozwolił mu pokazać ludziom inną stronę siebie. Nie chodziło wyłącznie o taniec, lecz także o przełamanie pewnego wizerunku, który przez lata funkcjonował wokół niego.
„Program pomógł mi w dotarciu z prawdą na mój temat do ludzi i to jest kluczowe, cieszę się, że miałem platformę tak masowo oglądaną. Mogłem kawałek siebie zostawić. Ludzie poznali wrażliwego, może nawet za bardzo wrażliwego człowieka, który nagle okazał się być kimś innym” — wyznał Sebastian Fabijański.
Nic dziwnego, że po takim występie pojawiły się pytania, czy aktor mógłby wrócić do formatu w zupełnie innej roli. Zwłaszcza że wiadomo już, iż Ewa Kasprzyk nie będzie dalej oceniać uczestników „Tańca z gwiazdami”.

Przy stole jurorskim zostają Iwona Pavlović, Tomasz Wygoda i Rafał Maserak, ale miejsce po Kasprzyk trzeba będzie wypełnić. Fabijański został więc zapytany, czy byłby gotowy przejąć taką funkcję.
Odpowiedź aktora była bardzo szczera. Mimo że sam poradził sobie na parkiecie znakomicie, nie uważa, by miał dziś odpowiednią pozycję i charakter do oceniania innych.
„Myślę, że chyba nie jestem na tyle bezczelny, żeby oceniać kolegów. Nie sądzę. To byłoby oczywiście bardzo miłe, gdybym taką propozycję dostał z jakiegokolwiek talent show, ale czułbym się z tym niedobrze. Nie wydaje mi się, że jestem w wieku, w którym jestem w jakikolwiek sposób predysponowany, żeby oceniać kolegów czy też ode mnie starszych ludzi” — powiedział w rozmowie z Plotkiem.
Fabijański podkreślił, że największy problem miałby właśnie w przypadku „Tańca z gwiazdami”. Powód jest prosty: w tym programie często pojawiają się osoby, które zna prywatnie albo zawodowo.
Aktor przyznał, że ocenianie znajomych z szeroko rozumianego show-biznesu byłoby dla niego niekomfortowe. Nie chciałby znaleźć się w sytuacji, w której musi punktować ludzi, z którymi może mieć koleżeńskie lub zawodowe relacje.
„Ja osobiście nie czułbym się okej na fotelu jurorskim, oceniając kogoś, szczególnie w 'TzG’. W 'TzG’ jest wielu moich znajomych z tzw. szerokiego show-biznesu. Czułbym się jakoś nie do końca komfortowo” — wyjaśnił.
Co ciekawe, Fabijański nie odrzuca całkowicie myśli o talent show jako takim. Zaznaczył, że inaczej patrzyłby na format, w którym oceniani są ludzie spoza jego środowiska. Jako przykład podał „Mam talent!”.
„W przypadku 'Mam talent!’ jest zupełnie inaczej, ponieważ tam masz ludzi z zewnątrz. Nie znasz ich. Zupełnie co innego jesteś w stanie dać od siebie” — dodał.
Z jego słów wynika więc jasno, że nie chodzi o samą niechęć do telewizji czy programów rozrywkowych. Aktor po prostu nie chce przyjmować roli, w której czułby, że przekracza własne granice.

Fabijański nie próbuje udawać eksperta od oceniania wszystkich wokół. Choć sam przeszedł przez wymagający proces w „Tańcu z gwiazdami”, nie uważa, że daje mu to automatyczne prawo do zasiadania przy jurorskim stole.
„Nie wydaje mi się, że mam w tym momencie mam legitymacje do tego, żeby to zrobić” — podsumował.
To dość stanowcza odpowiedź, która raczej ucina spekulacje o jego ewentualnym zastąpieniu Ewy Kasprzyk. Fabijański docenia możliwość, jaką dał mu program, ale najwyraźniej woli zostawić za sobą taneczny rozdział w roli uczestnika, a nie jurora.

Dla widzów, którzy pamiętają jego finałową drogę, taka postawa może być zaskoczeniem. Po sukcesie na parkiecie mógłby przecież łatwo wejść w kolejną telewizyjną rolę. On jednak jasno przyznaje, że nie czułby się w niej dobrze.
Na razie więc fani „Tańca z gwiazdami” nadal muszą czekać na oficjalną informację, kto zajmie miejsce po Ewie Kasprzyk. Jedno wydaje się pewne: Sebastian Fabijański nie pali się do tego zadania i nie zamierza udawać, że byłoby inaczej.
