Daniel Olbrychski ostro po premierze nowej „Lalki”. Wprost wskazał aktorkę, która powinna zagrać Izabelę Łęcką

Daniel Olbrychski nie zamierzał owijać w bawełnę. Aktor obejrzał nową, 6-odcinkową ekranizację „Lalki” i w rozmowie z Pomponikiem bardzo ostro ocenił zarówno sam serial, jak i reżysera Pawła Maślonę. Jego zdaniem problemem nie jest nawet odejście od Prusa, lecz sposób opowiadania historii, wizualny przepych i brak pokory. Olbrychski wskazał też, kto według niego byłby idealną Izabelą Łęcką. Padło na Julię Wieniawę.

Wokół nowej ekranizacji „Lalki” wciąż nie cichną emocje.

Produkcja trafiła na popularny serwis streamingowy i od razu podzieliła widzów.

Jedni bronią odważniejszej interpretacji klasyki.

Inni nie mogą pogodzić się z tym, jak daleko twórcy odeszli od wyobrażeń związanych z powieścią Bolesława Prusa.

Dyskusja szybko wyszła poza zwykłe komentarze fanów.

Głos zaczęli zabierać ludzie ze świata filmu, aktorstwa i mediów.

Teraz do tego grona dołączył Daniel Olbrychski.

I zrobił to w swoim stylu — bez półsłówek.

Wybitny aktor nie ukrywa, że nowa „Lalka” nie zrobiła na nim dobrego wrażenia.

W rozmowie z reporterką Pomponika Natalią Bryś przyznał, że obejrzał produkcję, ale jej efekt ocenił bardzo surowo.

Co ważne, Olbrychski nie skupił się wyłącznie na tym, że serial odchodzi od Prusa.

Jak sam zaznaczył, sama swoboda interpretacji nie musi być dla niego problemem.

Według niego prawdziwy kłopot leży gdzie indziej.

W sposobie realizacji, w podejściu reżysera i w tym, jak opowiedziano całą historię.

„Tak, zobaczyłem. (…) To nie jest dobry film, a mógł być. To, że to odchodzi od Prusa, to mi nie przeszkadza. Zresztą w poprzednim filmie pana Maślony „Kos”, który dostał moim zdaniem głęboko niesłusznie Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, denerwuje mnie bezczelność reżysera, który uważa, że nieważne jak opowiedzieć historię, czy dobrze oświetlić, czy aktorzy mają grać źle, czy dobrze, tylko chce koniecznie pokazać, jak jest zdolnym reżyserem” — stwierdził Daniel Olbrychski.

To bardzo mocne słowa.

Aktor wprost uderzył w Pawła Maślonę, reżysera nowej adaptacji.

Nie zarzucił mu jedynie błędów technicznych czy nietrafionych decyzji artystycznych.

Mówił o „bezczelności” i o potrzebie pokazywania własnej reżyserskiej sprawności kosztem samej historii.

Według Olbrychskiego w centrum powinien znajdować się utwór, bohaterowie i opowieść.

Nie ambicja twórcy, by za wszelką cenę udowodnić, jak bardzo jest oryginalny.

Dla aktora „Lalka” to materiał, który wymaga ogromnej pokory.

Nie dlatego, że trzeba go przenosić na ekran dosłownie.

Ale dlatego, że to historia zbudowana na emocjach, społecznych napięciach i bardzo precyzyjnie nakreślonych postaciach.

Olbrychski nie odrzuca więc współczesnego spojrzenia.

Nie mówi, że każda adaptacja musi być muzealnie wierna.

Uważa jednak, że jeśli twórca odchodzi od pierwowzoru, musi w zamian dać widzom coś naprawdę mocnego i spójnego.

A tego, jego zdaniem, w nowej produkcji zabrakło.

Szczególnie ostro aktor skomentował stronę wizualną serialu.

Zwrócił uwagę na ogromne fundusze, które miały zostać przeznaczone na realizację, i zastanawiał się, jak przy takich możliwościach można było osiągnąć tak rozczarowujący efekt.

Najbardziej drażnił go przepych przestrzeni, w których pokazano bohaterów.

„Jak to jest możliwe, żeby tyle pieniędzy zmarnować? Że Wokulski, Łęcka i Hrabini wszyscy mieszkają w pałacach, przestrzeniach właściwie Wersalu. Ja nie mówię tego, że ma to być wierne z realiami Prusowskimi, ale Wokulski mieszkał w ładnym, ale mieszkanku, Łęcka mieszkała w domu, który istnieje do dzisiaj. To nie są przestrzenie rzędu Zamku Królewskiego czy pałacowe. Bzdura. To tyle pieniędzy kosztowało, a czasami to jest źle oświetlone, nieostre” — mówił oburzony.

Olbrychskiemu nie chodziło więc o drobiazgowe odtwarzanie każdego szczegółu epoki.

Nie domagał się bezwzględnej rekonstrukcji realiów Prusa.

Chodziło mu raczej o proporcje i sens świata przedstawionego.

Według aktora bohaterowie zostali umieszczeni w przestrzeniach, które nie pasują do ich pozycji i do charakteru opowieści.

Wokulski, Łęcka i hrabini mają funkcjonować niemal w pałacowych wnętrzach, co Olbrychski uznał za przesadę i fałsz.

Jego zdaniem taki przepych nie pomaga historii, tylko ją wypacza.

Zamiast budować wiarygodny świat, robi z niego wizualne widowisko oderwane od sensu literackiego pierwowzoru.

Aktor podkreślił także, że przy tak dużych nakładach tym bardziej bolą niedociągnięcia techniczne.

Wspomniał o złym oświetleniu i nieostrości.

To kolejny zarzut, który pokazuje, że jego krytyka nie dotyczy wyłącznie interpretacji.

Olbrychski patrzy na serial także jako doświadczony aktor filmowy, który doskonale wie, jak ważne są światło, obraz, rytm i opowiadanie.

Dlatego jego słowa wybrzmiewają tak mocno.

Nie mówi tylko jako widz niezadowolony z nowej wersji klasyki.

Mówi jako ktoś, kto przez dekady pracował z kamerą i rozumie, jak łatwo wielki temat można zmarnować złymi decyzjami.

Winą za najpoważniejsze błędy obarczył Pawła Maślonę.

Według Olbrychskiego reżyserowi zabrakło jednej podstawowej lekcji.

„Trzeba umieć opowiedzieć pokornie historię” — podsumował.

To zdanie można uznać za sedno całej jego krytyki.

Pokora nie oznacza tu braku ambicji.

Nie oznacza też rezygnacji z własnego stylu.

Chodzi raczej o świadomość, że adaptacja takiego dzieła jak „Lalka” nie jest wyłącznie polem do popisu dla reżysera.

To spotkanie z tekstem, bohaterami i oczekiwaniami widzów, którzy mają z tą historią własne emocjonalne skojarzenia.

Olbrychski uważa, że twórca powinien służyć opowieści, a nie używać jej jako pretekstu do demonstracji własnej kreatywności.

W jego ocenie właśnie to się tutaj nie udało.

Nowa „Lalka” miała być ważnym wydarzeniem, a stała się kolejnym punktem zapalnym w sporze o adaptacje klasyki.

Oprócz krytyki samego serialu Daniel Olbrychski wypowiedział się także o obsadzie.

I tutaj padło nazwisko, które od razu przyciągnęło uwagę.

Według aktora w roli Izabeli Łęckiej świetnie odnalazłaby się Julia Wieniawa.

Olbrychski nie ukrywa, że dostrzega w niej zarówno ekranową urodę, jak i aktorski potencjał.

Jego zdaniem taka postać jak Łęcka musi mieć w sobie coś, co natychmiast tłumaczy obsesję i zachwyt otaczających ją mężczyzn.

Nie chodzi wyłącznie o ładną twarz.

Chodzi o zjawiskowość.

O obecność, która sprawia, że widz rozumie, dlaczego bohaterowie tracą dla niej głowę.

Właśnie dlatego aktor wskazał Wieniawę.

„Jeśli jest takie zjawisko i świetna aktorka – co udowodniła w 'rodzince.pl’ – ktoś taki, jak Julia Wieniawa i nie zaangażować zjawiskowej dziewczyny, umiejącej grać, która usprawiedliwiłaby wszystkie szaleństwa mężczyzn zakochanych w kimś takim, no to uważam to za nieporozumienie producentów i reżyserów tych dwóch adaptacji” — ocenił Daniel Olbrychski.

To nie jest zwykły komplement.

Olbrychski postawił bardzo konkretną tezę.

Według niego Julia Wieniawa mogłaby nadać Łęckiej taki rodzaj magnetyzmu, który uzasadniałby emocjonalne szaleństwo mężczyzn wokół tej postaci.

A w „Lalce” to przecież kluczowe.

Izabela nie może być wyłącznie dekoracją.

Nie może być tylko osobą, o której inni mówią, że jest piękna.

Widz musi zobaczyć, dlaczego Wokulski tak bardzo się w niej zatraca.

Musi uwierzyć w siłę tego zauroczenia.

Olbrychski uważa, że Wieniawa miałaby do tego odpowiednie warunki.

Nazwanie jej „zjawiskową dziewczyną” i „świetną aktorką” pokazuje, że nie patrzy na nią wyłącznie przez pryzmat popularności.

Wspomniał też jej występ w „rodzince.pl”, podkreślając, że już tam udowodniła swoje aktorskie możliwości.

Dla części osób takie wskazanie może być zaskakujące.

Julia Wieniawa wciąż bywa oceniana przez pryzmat medialnej rozpoznawalności, aktywności w show-biznesie i popularności wśród młodszej publiczności.

Olbrychski spojrzał na nią jednak inaczej.

Jako na osobę, która mogłaby wnieść do roli Łęckiej siłę ekranowego zjawiska.

A według niego właśnie tego zabrakło w decyzjach obsadowych przy nowych adaptacjach.

Jego wypowiedź natychmiast wpisuje się w szerszą dyskusję o tym, kto powinien grać najważniejsze postaci z klasyki.

Czy wybierać aktorów mniej oczywistych?

Czy stawiać na nowe twarze?

Czy angażować osoby bardzo popularne, jeśli mają właściwą energię do danej roli?

Olbrychski nie ma wątpliwości: w przypadku Łęckiej zjawiskowość jest niezbędna.

Bez niej cała oś historii może stracić wiarygodność.

Bo jeśli widz nie rozumie, dlaczego Wokulski i inni mężczyźni zachowują się w tak skrajny sposób, emocjonalny fundament „Lalki” zaczyna się chwiać.

W tym sensie jego pochwała Wieniawy jest jednocześnie krytyką twórców.

Aktor uważa, że niezaangażowanie jej było błędem producentów i reżyserów dwóch adaptacji.

To bardzo mocna ocena, bo nie dotyczy już tylko jednego serialu.

Olbrychski sugeruje, że w obu przypadkach nie wykorzystano aktorki, która jego zdaniem mogła idealnie pasować do postaci.

Takie słowa z ust aktora jego formatu muszą wywołać reakcje.

Daniel Olbrychski od lat jest postacią niezwykle rozpoznawalną i ma za sobą ogromne doświadczenie w kinie.

Jego opinie bywają ostre, ale trudno je zignorować.

Kiedy mówi o adaptacji literatury, aktorstwie i sposobie prowadzenia historii, robi to z perspektywy człowieka, który przez dekady uczestniczył w tworzeniu filmów i spektakli.

Nie musi nikomu udowadniać, że zna wagę klasycznych tekstów i pracy z reżyserem.

Dlatego jego krytyka Pawła Maślony może być dla twórców szczególnie dotkliwa.

Nie jest to internetowy komentarz napisany pod wpływem emocji.

To stanowisko doświadczonego aktora, który jasno wskazuje, co mu przeszkadza.

Brak pokory.

Nadmierna chęć popisu.

Przepych pozbawiony uzasadnienia.

Nieudane wykorzystanie pieniędzy.

Problemy z obrazem.

I obsadowe decyzje, które jego zdaniem nie wykorzystały oczywistych możliwości.

Całość tworzy bardzo surowy obraz nowej „Lalki”.

Olbrychski nie mówi: to produkcja kontrowersyjna, ale ciekawa.

Nie mówi: mam zastrzeżenia, ale doceniam próbę.

Mówi wprost, że to nie jest dobry film, choć mógł być.

W tym jednym zdaniu jest chyba najwięcej rozczarowania.

Bo aktor nie odrzuca samej idei nowej adaptacji.

Nie sprzeciwia się temu, by klasykę opowiadać inaczej.

Złości go raczej zmarnowana szansa.

„Lalka” to materiał, który mógł dać coś wielkiego.

Zamiast tego, jego zdaniem, powstała produkcja, która irytuje rozwiązaniami i rozmija się z podstawową zasadą opowiadania.

Trzeba umieć prowadzić historię.

Trzeba umieć zaufać bohaterom.

Trzeba wiedzieć, kiedy reżyserska ambicja zaczyna przysłaniać treść.

Dla Olbrychskiego Paweł Maślona tej lekcji jeszcze nie odrobił.

Wypowiedź aktora z pewnością podgrzeje i tak gorącą dyskusję wokół „Lalki”.

Produkcja ma swoich obrońców i krytyków, ale głosy tak znanych postaci nadają sporowi nową temperaturę.

Zwłaszcza gdy padają tak mocne określenia jak „bezcze­lność”, „bzdura” czy „zmarnowane pieniądze”.

To nie są łagodne uwagi.

To frontalna krytyka.

Jednocześnie Olbrychski nie ograniczył się do narzekania.

Wskazał też konkretną alternatywę obsadową.

Julia Wieniawa jako Łęcka w jego oczach mogłaby wnieść do tej historii to, czego potrzebuje postać: magnetyzm, urodę, aktorski talent i ekranową energię.

Dla fanów Wieniawy to z pewnością ważne wyróżnienie.

Dla twórców nowych adaptacji — kolejny zarzut, że nie dostrzegli oczywistego potencjału.

A dla widzów — kolejny pretekst do wyobrażania sobie, jak zupełnie inaczej mogłaby wyglądać ta „Lalka”.

Bo obsada w takich produkcjach ma ogromne znaczenie.

Szczególnie przy postaciach tak mocno zakorzenionych w zbiorowej wyobraźni.

Izabela Łęcka nie jest neutralną bohaterką.

To postać, która od lat budzi spory.

Jedni widzą w niej pustą arystokratkę.

Inni kobietę uwięzioną w regułach swojej klasy.

Jeszcze inni symbol obsesji Wokulskiego.

Każda aktorka grająca Łęcką musi unieść ten ciężar.

Musi być jednocześnie fascynująca i nieoczywista.

Musi przyciągać wzrok, ale nie może zostać sprowadzona wyłącznie do wyglądu.

Olbrychski uważa, że Wieniawa miałaby na to szansę.

Według niego jej uroda i talent mogłyby „usprawiedliwić” szaleństwa mężczyzn zakochanych w takiej kobiecie.

To bardzo charakterystyczne sformułowanie.

Pokazuje, że aktor myśli o Łęckiej jako o postaci, wokół której musi działać rodzaj scenicznego i ekranowego pola magnetycznego.

Bez tego historia traci napięcie.

Jeśli Wokulski ma ryzykować wszystko, widz musi rozumieć, dlaczego.

Jeśli mężczyźni mają tracić rozsądek, Łęcka musi być kimś, kto naprawdę zawładnie przestrzenią.

Zdaniem Olbrychskiego Julia Wieniawa mogłaby to zrobić.

To ciekawe także dlatego, że Wieniawa od lat próbuje udowodnić, że jest czymś więcej niż celebrytką i gwiazdą młodego pokolenia.

Ma za sobą role, projekty muzyczne i udział w popularnych produkcjach.

Jedni ją chwalą, inni wciąż podchodzą do niej z rezerwą.

Tymczasem Daniel Olbrychski bardzo wyraźnie stanął po stronie jej aktorskiego potencjału.

Nie tylko powiedział, że jest zjawiskowa.

Dodał, że umie grać.

I że udowodniła to już w „rodzince.pl”.

To mocne wsparcie ze strony aktora, którego opinia w świecie filmu ma ciężar.

Nie wiadomo, czy Julia Wieniawa kiedykolwiek dostanie szansę zmierzenia się z Izabelą Łęcką.

Ale po tej wypowiedzi Olbrychskiego wielu widzów może zacząć wyobrażać sobie ją w tej roli.

A to samo w sobie pokazuje, jak duży wpływ mogą mieć takie komentarze.

Jedno zdanie znanego aktora potrafi uruchomić zupełnie nową dyskusję.

Nie tylko o tym, co w serialu się nie udało.

Także o tym, co mogło się udać, gdyby podjęto inne decyzje.

Nowa „Lalka” jeszcze długo będzie budzić emocje.

Jej zwolennicy będą bronić nowoczesnego spojrzenia.

Krytycy będą wskazywać na błędy, przesadę i odejście od ducha powieści.

Daniel Olbrychski dołączył do tej drugiej grupy bardzo zdecydowanie.

Nie zostawił suchej nitki na reżyserze.

Wytknął mu brak pokory.

Skrytykował wizualny rozmach, który jego zdaniem nie ma sensu.

Zakwestionował jakość realizacji.

A na koniec wskazał Julię Wieniawę jako aktorkę, która mogła nadać roli Łęckiej zupełnie inną siłę.

To wypowiedź, która nie przejdzie bez echa.

Bo kiedy Daniel Olbrychski mówi, że coś jest „nieporozumieniem producentów i reżyserów”, trudno udawać, że to drobna uwaga.

A kiedy dodaje, że Julia Wieniawa „usprawiedliwiłaby wszystkie szaleństwa mężczyzn” zakochanych w takiej kobiecie, od razu wiadomo, że rozmowa o obsadzie „Lalki” dopiero nabierze rozpędu.

Rating
( No ratings yet )
pl.interesujacy.com